New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Działania nazistów są pełne głupiej dumy i durnych przechwałek. Aż się niedobrze robi. W ogóle nie mówi o błędach i wyolbrzymia drobne osiągnięcia. Anglia na skraju zapaści. W tamtejszych miastach głód i ubóstwo. Połowa zniknęła już z powierzchni ziemi. To nie Anglia ustanowiła blokadę gospodarczą Niemiec, tylko Niemcy nałożyły embargo na Anglię i wkrótce doprowadzą tam do masowego głodu.

Miasto usłane jest końskim truchłem. Trupy koni leżą na środku ulicy i nie ma komu usunąć ich z drogi. Od trzech dni gniją i przyprawiają przechodniów o mdłości. Jednak z powodu szalejącego w mieście głodu znajduje się wielu, którzy decydują się zjeść koninę. Odcinają kawałek mięsa i jedzą dla zabicia głodu. Nie ma sklepu, który nie zostałby spalony lub zdewastowany i którego towary nie zostałyby zniszczone lub rozkradzione. Obecnie, w okresie przejściowym, kiedy nie funkcjonuje żadna władza, grabieże i rozboje w sklepach, które nie zostały opróżnione przez właścicieli, są na porządku dziennym i ciągle się nasilają. Najczęściej rozkradane są ciepłe ubrania na zimę. Doszło już do tego, że sklepikarze zapraszają przechodniów z ulicy i proponują, aby wzięli, co chcą, ponieważ towar i tak się zmarnuje.

Bogu dziękować, że uszedłem z tego z życiem!

Wczorajsza noc przejdzie do historii jako kolejna masakra św. Bartłomieja – przy czym koszmar i liczba ofiar wczorajszej znacznie przewyższyły koszmar poprzedniej. W czasie masakry św. Bartłomieja zabijano z ręcznie złoconej broni; w czasie Nocy Warszawskiej masowych zabójstw dokonywała ciężka artyleria na metropolii pełnej spokojnych mieszkańców.

Hitler dotrzymał obietnicy. Aby niszczyć bezlitośnie, ale jednocześnie pozostać "niewinnym w świetle prawa", zabezpieczył się odpowiednimi paragrafami, na wypadek gdyby sumienie świata (o ile coś takiego w ogóle istnieje!) postawiło go jednak przed sądem.

Nie jesteśmy w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb: brakuje chleba, wody, gazu, prądu. Jest rzeczą oczywistą, że tak luksusowe towary, jak mięso, masło i mleko są niedostępne bez względu na cenę, którą bylibyśmy w stanie zapłacić. Dni upływają pod znakiem jednej tylko aktywności: ucieczki przed śmiercią.

Skończył się nasz święty dzień. Oblicza wszystkich pełne są żałoby. Jak rzekł prorok: "Cała głowa jest chora i całe serce słabnie". Nie ma rodziny, która nie poniosłaby jakiejś ofiary, czy to w ludziach czy w dobrach materialnych. Wielu moich przyjaciół posiwiało. Trudno ich rozpoznać.

W Dniu Pojednania wróg wykazał jeszcze większą moc niż zwykle. Nie dał nam nawet godziny wytchnienia.

Ciekawe, że w całym tym pośpiechu i w samym środku wojennej zawieruchy, rząd polski nie zapomniał zabrać skarbu państwa do Rumunii, a stamtąd do Anglii. Wieść gminna niesie, że ministrowie  mają rozdzielić pieniądze między siebie i uważają, że to dobrze, bo w ten sposób kapitał pozostanie w polskich rękach. Tymczasem my, obywatele tego kraju, zostaliśmy tutaj – umieramy, głodujemy i cierpimy wszystkie inne okropności wojny – ze świeżo wydrukowanymi, bezwartościowymi banknotami w kieszeni. Dopóki rząd istniał, ceny były dość stabilne; teraz nic nie ma stałej ceny, a jedzenia jest jak na lekarstwo i kosztuje majątek.

Wczoraj w Radiu Moskwa podano straszną wiadomość. Wojska radzieckie przekroczyły granicę polsko-rosyjską i wdarły się na teren Ukrainy i zachodniej Białorusi z zamiarem anektowania tych terenów. A zatem prawda wyszła na jaw. W hitlerowsko-stalinowskim pakcie o nieagresji, którym zaskoczyli cały świat, znalazł się zapis, o którym nikt nie wiedział. Druga strona (Anglia i Francja) nie pozwoliłyby Stalinowi na tak znaczące osiągnięcie historyczne jakim jest aneksja Ukrainy i Białorusi, która nie byłaby możliwa bez zniszczenia Polski. Gdy polskie siły wojskowe zostały pokonane, a polski rząd uciekł z kraju, Sowieci postanowili działać. Tak przedstawia się dziś poziom moralności na świecie. Tak jak Polska zachowała się wobec Czechosłowacji, gdy miała przewagę, tak Sowieci zachowują się wobec Polski. Gdy wół padnie, ostrzą się noże.

13:00

Sowieci przybyli ze wschodu, niosąc swoim ukraińskim i białoruskim braciom "pokój, porządek i chleb". Wygląda na to, że rząd Stalina cieszy się silnym poparciem społecznym za to posunięcie. Co za historyczna niespodzianka! Hitler pomaga Stalinowi rozszerzyć swój komunistyczny reżim na Białą Rosję i zachodnią Ukrainę, a Stalin pomaga Hitlerowi wzmocnić swoją władzę nad nami. Te dwie skrajności znajdują wspólny język, gdy chodzi o nienawiść do demokracji. Właśnie to ideologiczne pokrewieństwo doprowadziło do paktu o nieagresji i straszliwej wojny, która po nim nastąpiła.

Na wszystkim i na wszystkich odciska się piętno wojny. Zamiast Żydów w tałesach, pędzących do synagogi z modlitewnikami w ręku, widzi się pędzące nosze ze zmarłymi i rannymi wykopanymi z ruin zbombardowanych budynków. Wystarczyło, że wczorajszy dzień minął spokojnie, a już ludność oblężonego miasta wydaje się głodna zabaw, spacerów, pracy. Tak to wygląda z zewnątrz. W środku każdy jest zajęty przygotowywaniem się na śmierć. Każdy czuje, że to, czego już doświadczyliśmy jest niczym w porównaniu z tym, czego jeszcze doświadczymy.

Wróg bezlitośnie wylał gniew na żydowską dzielnicę, spuszczając na nią bomby zapalające. My również tego doświadczyliśmy, gdy jedna z takich bomb uderzyła na przeciwko naszego mieszkania na ulicy Nowolipki 22. Efekt przypomina trzęsienie ziemi. Najgorszy jest jednak chaos wśród ofiar. Nikt nie wie, dokąd biegnie. Wielu ląduje w miejscach porzuconych przez innych ze względów bezpieczeństwa. Niosąc w ramionach dzieci i tobołki, ci przerażeni i zdezorientowani ludzie desperacko poszukują bezpiecznej przystani. Dziesiątki tysięcy uchodźców zagubionych w obcym mieście. Tłoczą się na dziedzińcach, podwórkach, klatkach schodowych. Podczas zgiełku bombardowań trudno o większych nieszczęśników. Potem słyszy się mrożące krew w żyłach historie. Setki rodzin zostaje bez środków do życia. Ich majątek spłonął, mieszkania zostały zniszczone, ich dobytek utracony.

Jak Warszawa, królewska, piękna, ukochana Warszawa, mogła zostać tak spustoszona!

Nie jestem w stanie opisać skali zniszczenia, które sieją w naszej wspaniałej stolicy samoloty wroga. Całe dzielnice zostały zamienione w pył. Po pięknych pałacach został już tylko gruz. Każda bomba zapalająca, która spadła na miasto pod osłoną nocy, oznacza chaos i śmierć setek ludzi. Dantejski opis piekła jest niczym w porównaniu z piekłem szalejącym na ulicach Warszawy. Dziś w „Naszym Przeglądzie“, gazecie polsko-żydowskiej, opublikowano opis nalotu z ubiegłej nocy. Nie mogłem tego czytać. Kilogram ziemniaków kosztuje złotówkę. Zdobycie węgla graniczy z cudem. Odcięto dostawę gazu. Mięso zniknęło z półek sklepowych. Ostani raz jedliśmy je trzy dni temu. Anka Welcer, jej chora matka i siostra-artystka nie jadły chleba od trzech dni. Wczoraj przyszła do mnie. Dałem jej pół kilo chleba, jednego śledzia i 25 deko cukru. Widok jej cierpienia łamie mi serce.

Ulice są usiane okopami i barykadami. Karabiny maszynowe ustawiono na dachach domów. Jest barykada w wejściu do mojego bloku, zaraz pod moim balkonem. Jeśli na ulicy wybuchną walki, nie pozostanie kamień na kamieniu ze ścian, w których mieszkam. Dlatego uciekliśmy do siostry żony, która mieszka niedaleko – na Nowolipkach 27. Jej mieszkanie powinno być bezpieczniejsze, bo wychodzi na dziedziniec.

Obronę Warszawy przejął polski generał Czuma i otacza się okopami w mieście. A gdzie my będziemy? W piwnicach! Drżę na myśl o tej wojnie. Będą dziesiątki tysięcy ofiar. Warszawa stanie się drugim Madrytem.

Wróg stoi u bram, wysyła swoje anioły śmierci, aby obwieściły jego nadejście. Trzeba przyznać, że bomby nie są zrzucane celowo, aby skrzywdzić cywilów. Hitler dotrzymał słowa. A bomby gazowe nie są wykorzystywane, więc wszelkie przygotowania do nich były zbyteczne. Ale nasze męki spowodowane bombami, które Hitler kieruje na cele militarne w mieście, odbijają się na mieszkańcach osiedli. W moim pięknym mieszkaniu na pierwszym piętrze jest kilku spanikowanych, przerażonych sąsiadów - lokatorów bloku, których mieszkania znajdują się na wyższych piętrach i dlatego są oni w większym niebezpieczeństwie. I wtedy – nagle – uderzenie pioruna! Pobiegliśmy na dół, do piwnicy, chociaż możemy być tam pogrzebani żywcem, jeśli budynek się zawali. To była druzgocąca scena.

Nie ma chleba! Uformowały się długie kolejki po kilkaset osób, by dostać bochenek chleba. Krzyki sięgnęły serca niebios. Bestia tkwiąca w ludziach wyszła na powierzchnię, gdyż głodne tłumy są zdolne do wszelkiego rodzaju przemocy. Jeden mężczyzna uderzył swojego sąsiada w bok i w ramię i nie było żadnego policjanta, który utrzymywałby porządek. Ktokolwiek zdołał, po wielu wysiłkach i trudach, chwycić bochenek chleba, który jest niczym innym, jak odrobiną ciasta, miał szczęście i jego radość nie znała granic. Ta scena obudziła we mnie odrazę i litość dla nieszczęśników.