New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Wszystkie oddziały wycofane na pozycje za linią Maginota. Tylko oddziały zwiadowcze, oczy dywizji, trzymają się z przodu i cofają stopniowo, aż do momentu, gdy zastępuje je inna dywizja. Ci ludzie są naszymi radarami, tarczą; przygotowują nasze ataki lub osłaniają odwrót. Działają jako bardzo mobilna, ale cienka osłona, rażąca intensywnym ogniem z broni automatycznej. Ewakuujemy się z ziemi odebranej Szkopom. Zastanawiam się, czy to dobra taktyka? Szkopi są coraz bardziej agresywni. Kapitan Vinchon z oddziału zwiadowczego zajął niemiecką wioskę; w pół godziny spadło na niego 500 pocisków 105mm, musiał odpuścić i wróg zajął wieś. Ale w nocy Vinchon odzyskał ją za pomocą granatów ręcznych. Zginęło w sumie trzynaście osób. Vinchon jest notariuszem w Rheims, jednym z najlepszych. Tydzień temu byliśmy razem na obiedzie.

Wojska stopniowo przemieszczają się na drugą stronę linii. Zrzuty amunicji wstrzymane.

Niewiele mamy do roboty, więc Viry zorganizował niedzielne rozrywki: koncerty w stodole, piłka nożna, wyścigi konne (na naszych niezdarnych zwierzętach gospodarskich), polowanie na różę. W tej ostatniej zabawie chodzi o to, żeby zdobyć pęk wstążek przywiązanych do ramienia jeźdźca; jeździec wykręca się i obraca nieskończoną ilość razy, aby uniemożliwić zerwanie mu kotylionu przez innych jeźdźców; ten, któremu to się uda, przyczepia trofeum do swojego ramienia i on z kolei jest ścigany. Nagroda dla zwycięzców: oczywiście butelka wina.

Rosjanie właśnie zaatakowali Polskę. Dlaczego? Aby podzielić się łupami, czy aby powstrzymać niemieckie hordy? Dla Polski to koniec; od wczoraj spowolnienie działań, nie ma artylerii, nie ma nowych oddziałów. Sztab daje mi do zrozumienia, że nie dojdzie do ofensywy. Szkoda, że zmarnowaliśmy prawie dwa tygodnie, czekając na rozkaz do ataku.

Daladier przemawiał przez radio dwa dni temu. Szkoda, że nie widzieliście pasji, z jaką słuchali go moi urzędnicy. Na koniec popłynęła Marsylianka. Ileż oczu zasnuło się łzami! A dzielni młodzieńcy zerwali się na baczność. Myślę, że w tej chwili w sercach milionów mężczyzn i kobiet - we Francji i na linii Maginota, na kwaterach i w koszarach, w Paryżu i w najodleglejszych wioskach - zapłonął ten sam ogień miłości do Francji i niczym niezmąconej wiary w zwycięstwo.

Wiadomości z Warszawy są fatalne; czy zdążymy z interwencją na czas? Kiedy ten  zdrajca ze Stuttgartu plecie w radio te swoje farmazony i rzuca ciężkie żarty, nasi ludzie wybuchają sarkastycznym śmiechem; ten rzekomy Francuz nie ma ani krzty naszego stylu, jest całkowicie zgermanizowany - "bochified".

Muszę przeprowadzić rozpoznanie niektórych pozycji, w których mogliby zatrzymać się nasi ludzie, konie i pojazdy, w odległości 350-450 metrów od siebie, gdy rozpocznie się ostrzał. Muszę być przygotowany na udany kontratak ze strony Niemców. Obszar leżący 800 metrów od Linii Maginota jest niczym pułapka na myszy. Przekroczenie Linii przez pola jest niemożliwe ze względu na druty kolczaste i bariery przeciwczołgowe. Jedyną możliwością jest przemieszczania się drogami, ale te są wąskie i znajdują się pod ciągłym ostrzałem. Ponadto pełno tam rannych żołnierzy i oddziałów powracających lub idących w tym samym kierunku, co my. Dlatego szukam rowów, jam i innych zagłębień terenu w pobliżu Linii Maginota, gdzie mógłbym schować się z moją kompanią w oczekiwaniu na bezpieczne przejście wzdłuż drogi.

Kościół w Holling przystosowano do przyjmowania rannych. Krzesła i ławki na lewo od chóru zastąpiono podłogą z desek, podzieloną na sektory oznaczone dużymi napisami: "Poważnie ranni", "Zagazowani", "Bardzo pilne", "Pilne". W niedziele oficerowie i reszta wiernych tłoczą się po prawej stronie chóru, oficerów jest naprawdę sporo i stoją z przodu. Spod ornatu kapłana, który odprawia nabożeństwo, wystają getry i ciężkie buty sierżanta wojskowego korpusu medycznego. Akolici – dwaj żołnierze. Przy organach także oficer medyczny – udało mu się skrzyknąć chór wyśmienitych śpiewaków.

Przez całe nabożeństwo w tle słychać dudnienie pobliskiego ostrzału; okna drżą podczas komunii. Prawie wszyscy przynieśli swoje modlitewniki; nie zapomnieli ich zabrać, to jedna z nielicznych, skromnych, ale cennych rzeczy, które zapakowali do swoich tobołków i plecaków. Żarliwość religijna tych wszystkich szlachetnych ludzi, śpiewających z całego serca, do głębi mnie porusza. Kontempluję ich młode twarze, osmagane słońcem, starannie ogolone na ten dzień; wiara rozpromienia ich oblicza, a oczy lśnią na myśl nie tylko o Bogu, ale i o Francji. Zobacz więcej

Cała dywizja rusza w drogę, po zmroku, w obawie przed samolotami. Z naszymi końmi i kierowcami wciąż nieprzyzwyczajonymi do konwojów, każda wspinaczka to prawdziwy czyściec, każde zejście jest akrobatycznym wyczynem. Wyglądamy jak tabor cygański [...]... I tak toczymy się aż do północy lub do 1 w nocy, a nawet do dziesiątej lub jedenastej następnego ranka, nieustannie zatrzymywani. Wtedy idę do przodu, aby zobaczyć, co się stało; czasami jest to pułk piechoty, z całym towarzyszącym mu sprzętem, czasem konwój artylerii, długi na milę, który zatrzymał się przed nami; wozy, broń, ciężarówki, konie, mężczyźni, ogłupiali, bierni, milczący, śpiący, stojący przy rowie. Niektórzy palą papierosy i cicho rozmawiają.

Czy te nieme cienie wyłaniające się z nocy na kilka sekund są ludźmi, których znałem podczas ostatniej wojny, martwi powstali z grobów, by kroczyć naprzód, by zemścić się na Hunach, by dokończyć dzieła, którego my nie dokończyliśmy? Czy są nowym pokoleniem, naznaczonym przez los jako ofiary tej wojny? Czy nie są raczej ulotnymi cieniami, widmami, które noc okrada z cielesności?



Czasami na spotkaniach oficerskich dzieją się rzeczy zabawne. W małym miasteczku użycie dzwonów kościelnych zostało ograniczone do dzwonienia na alarm. W niedzielę, kiedy zadzwoniły na nabożeństwo wieczorne, cała ludność, cywilna i wojskowa, rzuciła się do schronów. Generał zdecydował, że odtąd tylko trąbka będzie używana do sygnalizowania alarmu.



Od szóstej rano do zmierzchu byłem zajęty organizowaniem swojej jednostki, formowaniem kawalerii itd. Sytuacja układa się dobrze. Mam nadzieję, że będę miał grupę dobrych podoficerów, to najważniejsze. Duszący upał. Pchły są potwornie agresywne!

Zaczynamy gromadzić uprzęże, zapasy, żywność itd. Firmy zaopatrzeniowe wysyłają nam niezłe konie, raczej nieprzyzwyczajone do spania na uwięzina zewnątrz.

Kantynę oficerską utworzono w małej restauracji w połowie drogi pomiędzy barakami Joanny D’Arc a Dommartin; stoły są nakryte na 18-20 osób. Jesteśmy chłodni i raczej powściągliwi.

Robią zakłady o prawdopodobieństwo wybuchu wojny. Tutaj, jak wszędzie, nikt nie wierzy, że do czegokolwiek dojdzie, więc stawki są niskie i jest ich niewiele. Ja się powstrzymuję, żeby nie ujawnił się mój pesymizm.

Pociąg do Toul jest pełen oficerów i cywili. Cywile jak zwykle żartują, śmieją się. Oficerowie rozmawiają, gdzie kto dostał przydział. Jem lunch w wagonie restauracyjnym obok młodego porucznika piechoty, który jest w drodze na linię Maginota. Mówi, że sporo jeździł po Niemczech dla swojej firmy ubezpieczeniowej; dopiero kilka tygodni temu skończył taki objazd. Zgadzamy się, że brak żywności, jeśli tam rzeczywiściewystępuje, to zwykłe mydlenie oczu. Uważa, że wojna będzie długa i ciężka, ale spodziewa się też szybkiego zwycięstwa nad Polską. Jego kompania została odkomenderowana do kontrolowania obszaru między dwoma fortyfikacjami linii Maginota.

Pożegnałem się z moją siostrą, która jest bardzo odważna i, jak zwykle, pełna energii. Jeszcze raz poradziłem jej, żeby opuściła Paryż, bo nic już jej tu nie trzyma. Woli zostać, nie boi się. Jest nam smutno, że wojna wydaje się nieunikniona. Nie wątpimy w zwycięstwo, ale zastanawiamy się, jaką cenę będziemy musieli za nią zapłacić.

„Więc nie wierzysz, że wybuchnie wojna?” Powiedziałem do tego ostatniego. „Jak ktokolwiek może w to wierzyć? odpowiedział; „Francja nie jest gotowa; nie ma z czym iść na wojnę; zostanie rozgromiona w kilka tygodni; Francja nie zdobędzie się na takie szaleństwo, uwierz mi.

Uścisnąłem mu dłoń bez słowa, zaskoczony taką opinią. Wszyscy niemieccy Żydzi, których poznałem w ostatnim czasie, nalegali na wojnę jak prawdziwi szaleńcy.