New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Dawid Sierakowiak

Uczeń z Łodzi, członek żydowskiej organizacji skautowej Hashomer Hatzair

Dawid Sierakowiak

Uczeń z Łodzi, członek żydowskiej organizacji skautowej Hashomer Hatzair

Ostatni dzień 1939 roku. Rok ten powstał w napięciu i skończył się wojną. Pozostaje nam szczere życzenie, aby nowy rok, zaczynający nowe dziesięciolecie, był lepszy i światlejszy. Wojna potrwa, okupacja też. Nie wiadomo, co nas czeka, jak też co na świecie się stanie i zmieni.

Przyjechała dziś do Łodzi sowiecka delegacja do wymiany ludności niemieckiej z zabranych (przez Sowietów) terenów polskich na tutejszych Ukraińców i Białorusinów.

Jeden z młodzieńców czytał francuskie pisemko tygodniowe z artykułem gen. Sikorskiego, który podobno zaręcza, że już niedługo do wyzwolenia. Bardzo miłe perspektywy, ale tak samo zdaje się bujane jak wszystkie dotychczasowe plotki i „wiadomości”.

Plotki wzbierają na sile, ale im ich więcej, tym bardziej traci się wiarę. Nie wierzę już też we wczorajsze wiadomości.

Ze szkoły wracam po piątej, robię część albo wszystkie lekcje i idę do Grodzeńskich na dziennik wieczorny po polsku z Londynu. Staje się to już, zdaje się, moim codziennym zwyczajem. Zawsze po dzienniku gada się i kończy ze wzdychaniem.

Wojna nie układa się zbyt różowo. Rosja zabrała już 60% ziem polskich, prócz tego rozciąga swe wpływy na Estonię. Warszawa w gruzach, brak wody i żywności, lada dzień padnie, a Francuzi gryzą ciągle jeszcze linię Zygfryda. Ribbentrop jedzie jutro do Moskwy na zaproszenie Stalina. Podzielą sobie widać Polskę.

Pożyczyłem sobie dziś od Łęczyckiego 2 zł na zakup zeszytów. Oddam mu, kiedy będę mógł. Jemu to nie zaszkodzi, a mnie pomoże. Garnę się coraz bardziej do Marksa, porównując dzisiejsze nasze stosunki, choćby szkolne. Wojna ta powinna stać się prawdziwą oswobodzicielką.

Dziwne wrażenie sprawiają ulice łódzkie. Bogato ustrojone flagami hitlerowskimi, są one szare i smutne, powylepiane dziesiątkami „Verordnungów” [rozporządzeń], „Bekanntmachungenów” [ogłoszeń] itd. Wyszedł już oficjalny cennik na żywność, ale paskarstwo kwitnie dalej. Ludzie sami proponują wyższe ceny, byleby dostać, byleby nie lecieć, uganiać się, prosić się o artykuły pierwszej potrzeby. Za chlebem stoi się czasami po pięć, sześć godzin w ogonku, aby w 50% wypadków odejść z niczym. Do roboty łapie się ciągle. Wszystko układa się wcale nieprzyjemnie.

Z rana w wyczyszczonym mundurze pojechałem do szkoły (z powrotem przyszedłem pieszo, będę ciągle chodził, nie ma forsy na tramwaj). Przed bramą spotkałem chłopców z naszej klasy (Lolka Łęczyckiego i Epsztajna), którzy zaprowadzili mnie do klasy. Dziewcząt jest 15, a chłopców z obu gimnazjów 18. Mieliśmy trzy lekcje, przeważnie powtórki. Zaświadczeń żadnych nie dostaliśmy. Z naszych nauczycieli jest zaledwie kilku. Nie wiadomo jeszcze, czy lekcje będą razem z dziewczętami, czy osobno (albowiem robi się ciasno). Jeśli osobno, to my będziemy pewnie po południu.

O piątej wysłuchałem mowy Hitlera. Po owacyjnym powitaniu i przyjęciu mówił w die befreite Stadt Danzig[oswobodzonym mieście Gdańsku). Mowa tego, bądź co bądź, wielkiego męża stanu nie była tego określenia mówcy godna. Rzucał się, wił, unosił, obrażał, prosił, przymilał się, a nade wszystko kłamał, kłamał... Kłamał, mówiąc, że Polska wszczęła wojnę, kłamał, mówiąc o prześladowaniach Niemców w Polsce (Barbaren!). Kłamał, mówiąc o swych dobrych, zawsze pokojowych zamiarach itd. Następnie wyjechał z serią obelg pod adresem polskich władz, Churchilla, Coopera (Duff) i Edena. Mówił o swej chęci pogodzenia się z narodami angielskim i francuskim, i ciągle jeszcze o niesprawiedliwościach traktatu wersalskiego, przy czym oświadczył, że Polska nigdy w granicach tego traktatu nie powstanie (!). Wreszcie oświadczył, że robota angielska, mająca na celu obalenie rządzącego w Niemczech reżymu, nigdy nie dopnie celu, co najlepiej świadczy o istnieniu, i to bardzo poważnym, takiej akcji. W końcu omówił Hitler swe dobre stosunki z Rosją (?...) i niemożliwość wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego. Kilka patetycznych uwag na temat Gdańska i koniec mowy.

Rabowanie sklepów trwa. Wyciągają wszystko, co mogą. U Epsztajnów na placu Reymonta zrabowali cały magazyn jubilersko-zegarmistrzowski. Biedni Epsztajnowie ledwie uszli z życiem.

Po południu chciałem iść do miasta dowiedzieć się, co tam z naszą szkołą, ale rodzice mnie nie puścili. Jutro mama się dowie u jednego typa, który podobno był w poniedziałek w szkole, co i jak.

Wrócili dziś Rabinowiczowie ze swymi sąsiadami z wędrówki. Wyglądają strasznie. Dwóch ich synów jechało innym wozem i nie wróciło. Nikt nie wie, gdzie są. Rabinowiczowie opowiadają o strzelaninach, noclegach, marszach, niebezpieczeństwach itd. Aż skóra cierpnie. Zdarzają się też momenty humorystyczne. Humor znajdzie się wszędzie. Uśmiech w nieszczęściu.

Dziś po raz pierwszy mama poszła po chleb i nic nie dostała. Już od tygodnia idzie o piątej rano i staje w kolejce, o siódmej otwierają piekarnię i dzielą po kilogramie chleba. Dziś poszła, a chleba już nie było. Trzeba chyba o pierwszej wstać, stanąć tam i czekać.

W mieście agenci hitlerowscy usuwają Żydów z wszystkich kolejek przy zakupie żywności, tak że biedny Żyd, niemający służącej, skazany jest na śmierć głodową. Metody humanitarności niemieckiej XX wieku.

Stara Synagoga przy ulicy Wolborskiej w Łodzi.

Erew Rosz ha-Szana. Tak jak i w poprzednie dni, nigdzie nie wychodzę. Święto nadchodzi smutne, biedne, niczym nieróżniące się od dni powszednich. Ten sam suchy chleb z marnym kawałkiem śledzia. (Właściwie to tylko ten śledź jest na święto).

Według wydanego dziś rozporządzenia sklepy mają być jutro otwarte. Jest to cios dla Żydów od wieków największy. Rosz ha-Szana! Otwarte sklepy! Natomiast synagogi mają być zamknięte. Nie ma możności wspólnego modlenia się o zmiłowanie, nic. Kasuje się wszelkie elementarne zasady wolności człowieka. Zobacz więcej

Znów łapią, biją, rabują. Sklep, w którym pracuje mój ojciec — zrabowany. Niemcy miejscowi pozwalają sobie na wszystko. Opowiadają o różnych sposobach traktowania Żydów przy robotach: niektórzy (Niemcy) odnoszą się do nich bardzo dobrze, a inni w sadystyczny sposób znęcają się nad nimi. Zdarzyło się na przykład, że pracującym Żydom kazano przerwać pracę, rozebrać się i stanąć twarzą do ściany. Wówczas oświadczono im, że będą rozstrzelani. I rzeczywiście, strzelono w ich stronę, umyślnie celując tak, że nikomu nic nie zrobiono. Ale ta procedura, powtarzana po kilka razy, większość Żydów przyprawiła o silny rozstrój nerwowy – oto, co potrafią łódzcy hitlerowcy.

Pierwsze oznaki pobytu Niemców: łapią Żydów do kopania. Pewien stary profesor, emeryt mieszkający w XI bloku, ostrzegł mnie przed pójściem na miasto. Poczciwy staruszek (chrześcijanin). I co teraz zrobić?

Jutro pierwszy dzień szkoły. Kto wie, co tam z naszą kochaną budą słychać? Koledzy i koleżanki idą jutro do szkół, przynajmniej się dowiedzieć, co słychać. Aja muszę siedzieć w domu. Muszę! Rodzice mówią, że nie chcą mnie jeszcze stracić. Och, szkoło ukochana!... Przeklęte niech będą chwile, kiedy narzekałem na ranne wstawanie do szkoły lub klasówki. Oby tylko mogły powrócić!

Z rana wywieszono ogłoszenia w języku polskimi niemieckim (niemiecki pierwszy!) o zachowaniu spokoju w chwili wkroczenia wojsk niemieckich. Podpisano: Komitet Obywatelski m. Łodzi.