New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Harrison Forman

Pracował dla The New York Times i National Geographic.

Rozpoczęcie mobilizacji przez Rosjan było jasnym sygnałem dla wszystkich korespondentów i fotoreporterów, by opuścić Polskę, kiedy tylko nadarzy się okazja. Ostatnia droga ucieczki z kraju prowadziła przez ten mały „wyrostek“ na granicy z Rumunią. Gdy kilka dni później Rosjanie zaczęli przemieszczać swoje wojska, również i to przejście zostało zablokowane przez oddziały Armii Czerwonej.

Mężczyzna, żona + dziecko. Uchodźcy z Łodzi. Nie mieli nic prócz samochodu i czterech podręcznych toreb. Zdobyli jednak paliwo, dzięki temu, że był jednym z cywilnych obrońców Lwowa przed Rosjanami. „Odważny wtedy i odważny teraz”, powiedział. „Ale”, dodał, spoglądając najpierw na żonę i dziecko, a potem w niebo na bombowce: „jak mogę stawić czoło temu?”. Właśnie, jak całe miasto może stawić czoło „temu”. Drugie największe miasto w Polsce, całkowicie bezbronne wobec ataków lotniczych! Być może nawet mają na stanie broń przeciwlotniczą. Ale jeśli nawet, to jeszcze bardziej haniebne jest to, że nie mają amunicji.

Najbardziej ucierpią Żydzi. 3,5 miliona Żydów. 10% populacji – największy odsetek ze wszystkich europejskich krajów. W Niemczech jest tylko 1% Żydów. I pomimo oburzenia Polaków, że Żydzi mają kontrolę nad przemysłem, to jednak Żydzi w Polsce należą do najniższej klasy. Zamknięci w gettach, z zapuszczonymi brodami, w brudnych butach i chałatach. Dobrze wiedzieli, co ich czeka. Ale co mogli zrobić? Dokąd mieli pójść? Nie wolno im było podróżować.

Rozmawiałem z kilkoma więźniami przywiezionymi do Warszawy. Z pewnością nie wyglądali mi na imperialistycznych żołnierzy maszerujących krokiem defiladowym. Zwykli faceci, jak ich polscy przeciwnicy. W gruncie rzeczy żaden z nich nie wiedział, że Wielka Brytania i Francja walczą z Niemcami na innym froncie. Zostali zwerbowani do, jak sądzili, jesiennych manewrów wojskowych. Pierwszym, czego się dowiedzieli, było to, że byli w Polsce i że kazano im strzelać do Polaków, którzy „nagle próbowali najechać na Niemcy”.

10:45

Widziałem oddział polskich żołnierzy maszerujących ulicą z dwoma pilotami niemieckimi zestrzelonymi w dopiero co zakończonym nalocie na Warszawę. Ogromny, gwiżdżący tłum podążał za nimi, wymachując pięściami i wykrzykując przekleństwa. Od rzucenia się na pilotów i rozdarcia ich na strzępy powstrzymywały go tylko bagnety ich własnych polskich żołnierzy. Poszedłem za nimi do budynku więzienia i czekałem. Charakterystyczny w tym, z pewnością spontanicznym porządku, był polski pułkownik, który pomagał jednemu z pilotów zdjąć but z poranionej nogi.

10:30

Polska armia nie ma ani telefonów ani łączności radiowej. Szpiedzy przecięli kilka cywilnych linii telefonicznych, Naczelne Dowództwo całkowicie straciło kontakt z armią. Jeden generał nie wiedział, gdzie jest drugi, a często nie wiedział nawet, gdzie jest jego wojsko.

16:35

10:15

Gdy ryk samolotów nad głowami był w końcu słyszalny, nadeszło paraliżujące oczekiwanie na bomby. Po każdej eksplozji można było odetchnąć cichą modlitwą, bo wiadomo było, że jeszcze ta jedna nas ominęła. Wyglądało, że niemieccy lotnicy wiedzieli o tym szargającym nerwy czekaniu, i wszyscy byliśmy pewni, że celowo krążyli nad miastem wstrzymując bombardowanie do ostatniego możliwego momentu – gdy polskie pociski przeciwlotnicze podchodziły już trochę za blisko i za szybko.

Najwyraźniej wielu z niemieckich pilotów miało sadystyczne skłonności. Jak inaczej wytłumaczyć nurkowanie i ostrzeliwanie z broni maszynowej rolników pracujących na polach, krów na łąkach, koni i powozów na drogach, ludzi na ulicach? Niewiele miast i wsi w Polsce, nieważne dużych czy małych, uchowało się przed nimi. Bomba lub dwie tu, furia z bronią maszynową tam, to wystarcza, by rozpętać terror jak kraj długi i szeroki.

Społeczność polska w Ameryce podarowała rządowi polskiemu oraz prezydentowi Mościckiemu flagę amerykańską i flagi każdego z 48 stanów. Po oficjalnym przekazaniu daru przez ambasadora Biddle’a warta honorowa przedefilowała z flagami ulicami Warszawy do Grobu Nieznanego Żołnierza.

Byłem pod wrażeniem Warszawy. Piękne miasto. Życie toczy się w nim lekko, spokojnie, bez napięć. Piękne stare budynki świadczą o poczuciu godności i powściągliwości mieszkańców. To miasto parków i fontann, ze słynną na cały świat Operą. Na szerokich zacienionych bulwarach mniej widziałem nowoczesnych taksówek-automobili niż konnych dorożek, z których niespieszni Warszawiacy zdawali się chętniej korzystać. Zobacz więcej