New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

John Colville

Prywatny sekretarz trzech premierów: Neville'a Chamberlaina, Winstona Churchilla i Clementa Attlee'ego. W czasie II Wojny Światowej służył jako pilot Królewskich Sił Powietrznych.

John Colville

Prywatny sekretarz trzech premierów: Neville'a Chamberlaina, Winstona Churchilla i Clementa Attlee'ego. W czasie II Wojny Światowej służył jako pilot Królewskich Sił Powietrznych.

Tak więc Niemcy i Rosjanie przypieczętowali swoje Nieświęte Przymierze formalnym rozbiorem Polski; do tego oświadczenie o odpowiedzialności za kontynuację wojny wygłoszone w iście gilbertiańskim stylu oraz imponująca, ale (miejmy nadzieję) pusta deklaracja o zaopatrywaniu Niemiec w surowce.

Po heroicznej obronie, wobec przytłaczającej przewagi wroga, Warszawa poddała się. Hitler może więc zwrócić swoją uwagę na zachód, ale dopiero okaże się, czy będzie na tyle odważny i głupi zarazem, by zadać pierwszy poważny cios. 

Zjadłem w Coquille lunch z Charlesem Ritchie z Canada House//Domu Kanadyjskiego. Był w całkiem dobrym nastroju i powiedział, że to, co go naprawdę przygnębiło, to próba wskrzeszenia tych wszystkich piosenek, scen i emocji z 1914 roku. To było jak siedzenie w poczekalni u dentysty i przeglądanie kolejnych stron w czasopismach sprzed dwudziestu pięciu lat.

Moim zdaniem kluczowe jest, aby w nieuzasadniony sposób nie upokarzać narodu niemieckiego i nie żądać repracji. Ponadto do konfederacji należy włączyć obszary czysto niemieckie, takie jak Gdańsk i Sudety. Oczywiście to będzie problem. Bo, choć wielu zgodzi się, że Niemcy trzeba potraktować wielkodusznie, inni, zwłaszcza Francuzi, opowiedzą się za jak najsurowszymi warunkami pokojowymi. Przypuszczam, że koniec końców, podobnie jak w Wersalu, dojdzie do kompromisu, co w konsekwencji wzbudzi niezadowolenie i oburzenie w Niemczech, na których jakiś następny Hitler będzie w stanie zbudować kolejny diaboliczny system.

Po obiedzie pojechałem pociągiem do Stansted, by spędzić weekend z Bessboroughami. 

Zjedliśmy doskonałą kolację (nigdzie nie ma lepszego jedzenia niż w Stansted), a potem Moyra i ja na zmianę graliśmy w tryktraka i bawiliśmy się niezwykle wyrafinowanym odbiornikiem radiowym, z którego w pewnym momencie popłynął głos niemieckiego spikera, który kalecząc angielski, perororował na temat niegodziwości angielskich blokad. Aby blokada była legalna, twierdził, musi być skuteczna: no, to miejmy nadzieję, że właśnie taka jest, w każdym tego słowa znaczeniu.

Najciekawsza depesza dnia zawiera wyjaśnienie, dlaczego ostatnimi czasy rząd tak niewiele robi i jest skierowana do przedstawicieli Jego Królewskiej Mości za granicą, którzy spotykają się krytyką za to, że nawet nie kiwnęliśmy palcem, aby uratować Polskę. Istota argumentacji rządu polega na stwierdzeniu, że "strategia jest sztuką koncentrowania decydującej siły w decydującym momencie". Polacy wiedzieli, że nie możemy im udzielić skutecznego wsparcia i zdawali sobie sprawę, że możemy ich ocalić tylko na dłuższą metę – jeśli pokonamy Niemcy. "Zaangażowanie setek brytyjskich samolotów w naloty bombowe na Niemcy mogło oznaczać spektakularne sukcesy, ale zarazem - nieuniknione straty, a nasze maszyny z lepszym skutkiem wykorzystamy na froncie zachodnim." Można bronić takiej polityki, ale jej skutki irytują opinię publiczną. Dr Brüning powiedział do któregoś z moich znajomych – zdaje się, że do Erica Duncannona  - że najlepszym sposobem na Hitlera jest trzymanie go w niepewności oraz bezczynność, o ile uzna, że kryje się za nią jakiś złowieszczy cel; niestety zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że weźmie ją za brak zdecydowania i zniechęcenie. W niektórych kręgach uważa się, że jego pierwszy aktywny ruch na Zachodzie będzie masowym atakiem powietrznym na brytyjską marynarkę wojenną i jej bazy.

Jechałem przez Wimbledon Common do Richmond Park na koniu o niestosownym imieniu "Pokój". Jazda konna działa na mnie jak środek uspokajający - z łatwością odpływam w sen na jawie i zapominam o wojnie i wybrykach kapryśnej fortuny.

Polacy nadal dzielnie stawiają opór, choć ich rząd uciekł; jednak interwencja rosyjska przesądziła sprawę i polska kampania dobiegła końca. Naród niemiecki jest niestety podekscytowany serią szybkich sukcesów, a Hitler ewidentnie ma nadzieję, że może teraz zawrzeć korzystne porozumienie pokojowe. Dziś po południu wygłosił w Gdańsku przemówienie, w którym zagroził, że jeśli będziemy kontynuować blokadę, Niemcy mają w zanadrzu jakąś straszliwą broń, której nie można użyć przeciwko nim, ale której woleliby nie wyciągać. Prawdopodobnie chodzi tylko o zastraszenie, ale wzbudza to jednak lekki niepokój, ponieważ nawet Hitler i jego satelici zazwyczaj mają coś na poparcie takich słów. Na przykład Ribbentrop w maju czy czerwcu ubiegłego roku zapowiedział, że szykuje Anglii największą klęskę dyplomatyczną w całej jej historii, i choć w owym czasie wyśmiewaliśmy się z tych pogróżek, musimy teraz przyznać, że pakt rosyjsko-niemiecki w pełni zasługuje na takie określenie.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych mniej się zmartwiło rosyjską bezwzględnością niż się spodziewałem. Wydaje się, że stanowisko Turcji jest stabilne – za cenę obiecanego przez nas wsparcia finansowego, na skalę o wiele większą niż kiedykolwiek rozważaliśmy. W momencie gdy na ustach wszystkich są tak istotne wiadomości, trudno mi się skoncentrować na drobnych problemach palestyńskich czy arabskich.

Zjadłem lunch w „The Travellers”, którą na szczęście ponownie otworzyli i dowiedziałem się, że nasz lotniskowiec „Courageous” został zatopiony! - nasza pierwsza katastrofa morska.

Wychodząc z biura, wpadłem do Mary Roxburghe [najmłodsza córka lorda Crewe, przyrodnia siostra matki Johna Colville'a, żona 9. księcia Roxburghe] i zastałem u niej Middy Gascoigne [WP Gascoigne, córka lady Annabel Dodds, najstarszej z sióstr mojej matki, matka Bambera Gascoigne'a]. Gorąco dyskutowaliśmy o sytuacji i surowo potępiliśmy bezczynność rządu (choć można mieć tylko nadzieję, że w rzeczywistości robią więcej, niż nam się wydaje; ale jeśli tak jest, to Ministerstwo Informacji powinno dać to jakoś do zrozumienia, bo inaczej opinia publiczna zacznie tracić zaufanie). Middy wyglądała pięknie; po Mary widać, że jest chora (jutro ma mieć operację).

16:30

Pojechałem do Broadheath na poranną mszę. Po śniadaniu, kiedy inni poszli do kościoła, przez około godzinę spacerowałem po polach. Wróciłem do domu w sam raz, by usłyszeć w radiowym biuletynie informacyjnym o godzinie 12.00 wstrząsające wieści o inwazji Rosji na Polskę. Oświadczenie rządu sowieckiego to nieudolna próba usprawiedliwienia aktu bezgranicznej chciwości i szczytu niemoralności – bez wątpienia najbardziej odrażający dokument, jaki stworzyła współczesna historia. Po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny poczułem się naprawdę przygnębiony i wściekły, że nie potrafimy podjąć skutecznych działań, aby zapobiec temu bezprawiu. Z drugiej strony pamiętam, jak niecały rok temu myślałem, że Polacy zasłużyli sobie na najgorsze po tym, jak potraktowali Czechów i że gdyby kiedyś na nich przyszła pora, to nikt by im nie współczuł. 

Wiadomości o wojnie było niewiele, z wyjątkiem tego, że Polska wyczerpała prawie wszystkie swoje środki obrony powietrznej, a nasza względna bierność na froncie zachodnim powoduje ogólny niepokój. Dlaczego nie zbombardują celów militarnych, zamiast rozrzucać broszury, to pytanie, które wszyscy zadają sobie w związku z działaniami R.A.F. (Nawiasem mówiąc, formacja ta nie zaczęła zbyt dobrze: naruszyła holenderską neutralność, zbombardowała duńskie miasto i podjęła walkę z belgijskimi samolotami nad terytorium Belgii. Co więcej, jedyną ofiarą ostrzeżenia przeciwlotniczego z 5 września padł jeden z naszych własnych samolotów, w konfrontacji na naszym własnym działem przeciwlotniczym).

Matka przyjechała z Badminton, aby spędzić dzień z Królową Marią. Jest wściekła na swoje odosobnienie na wsi i przemawia jak Owidiusz, cierpiący katusze na zesłaniu w Tomi. Niezmiernie ubawił ją wpływ alarmów przeciwlotniczych na królową. Najwyraźniej przyprawiły staruszkę o nagły i ostry rozstrój żołądka, z katastrofalnymi i nieprzystojnymi efektami w drodze z Sandringham do Badminton. Musiały się zatrzymać w gospodzie położonej w szczerym polu, której właściciel okazał się niezmiernie pomocny. Królowa przesłała mu w podzięce srebrny nóż, a on odwdzięczył się przesłaniem jej pięknego małego rzeźbionego srebrnego łańcuszka (który, jak zauważył Filip, był niezwykle stosowną pamiątką!). Po przyjeździe do Badminton, królowa, która z powodu alarmów przeciwlotniczych oraz burz miała za sobą trzy bezsenne noce, marzyła o odpoczynku, ale została obudzona o szóstej rano, ponieważ podkuchenna pomyliła pstryczki i zamiast światła włączyła prywatny alarm przeciwlotniczy.

Po raz pierwszy w powietrzu czuć było jesień. Pomimo szlafroka, przenikał mnie nieprzyjemny chłód, gdy siedziałem na balkonie, czytając w prasie o lądowaniu Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych we Francji. To było takie uczucie, jakby w prawdziwym życiu rozgrywała się akcja filmu wojennego, z tą tylko różnicą, że człowiek nie czuł się tak bezpiecznie, jak siedząc w wygodnym fotelu w kinie Curzon.

Ciekawy dzień w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Próbowałem zorganizować transport materiałów kolejowych do Persji, tak aby nie narazić na szwank stosunków z Szachem. Długo nad tym myślałem i to myślenie doczekało się nagrody w postaci pochwały mojego planu działania. Nie zdziwię się jednak, jeśli wkrótce usłyszę coś wręcz odwrotnego.

Ogólnie rzecz biorąc, słuchając Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nie ma się już tak optymistycznych wrażeń jak po lekturze prasy. Wygląda na to, że neutralność Mussoliniego to w dużej mierze zasłona dymna i że jest on nadal w zażyłych stosunkach z Hitlerem. Neutralność Włoch to jednak z punktu widzenia państw osi najmądrzejsza polityka: Hitlerowi zapewnia neutralność Turcji, aliantom utrudnia pomoc Polsce na Wschodzie, a także komplikuje przepływ między innymi okrętów wojennych przez Cieśninę; dla Mussoliniego to także wyjątkowo korzystne, ponieważ naród włoski mocno sprzeciwia się wojnie; trzymając się z boku, Mussolini buduje swój prestiż. 

Rosja pozostaje najbardziej niepewnym punktem. Na podstawie raportów, które widziałem w telegramach, podejrzewam, że przygotowuje się do zajęcia wschodnich dzielnic Polski. Tylko czekają, żeby Niemcy opanowali ten kraj.

Ostatni przekręt Stalina odbył się kosztem Polaków. Niedawno obiecał im broń, a teraz mówi, że przystąpienie Wielkiej Brytanii i Francji do wojny diametralnie zmieniło sytuację i dostawy nie są już możliwe. Zaczynam myśleć, że jest bardziej nikczemny niż Hitler, a mówi się, że nawet marszałek Woroszyłow i M. Mołotow wstydzą się tej jego ciągłej gry na dwa fronty.



Z punktu widzenia cywila ta wojna ledwo się zaczęła na poważnie i tylko zaciemnienie nocą i balony zaporowe za dnia przypominają, że Europa w końcu spadła na skraj przepaści, na którym balansowała niepewnie przez ostatnie dwanaście miesięcy. Niewątpliwie czeka nas wiele zdarzeń, które rozwieją nasze wypielęgnowane złudzenia pokoju; ale na razie wojna wydaje się bardzo nierealna. 

Od ogłoszenia wojny słońce świeci niesłabnącym blaskiem i nie ma nic w wesoło ubranych, uśmiechających się tłumach na ulicach, co przypomina nam o tej wielkiej katastrofie – za wyjątkiem może masek gazowych przewieszonych przez plecy i liczbą mężczyzn w mundurach. 



12:45

Był ciepły, słoneczny, niedzielny poranek. Na msze do wszystkich kościołów przybyły tłumy ludzi, a wielu spośród nich od dawna nie przekroczyło bram świątyni. Gdy, idąc za ich przykładem, przyjechałem do ministerstwa spraw zagranicznych, zostałem poinformowany, że przydzielono mnie do pracy w ministerstwie wojny ekonomicznej, które właśnie organizowano w pustych salach wykładowych London School of Economics. Ministerstwo to stanie się głównym narzędziem nakładania sankcji gospodarczych na Niemcy, które zdaniem wielu naiwnych optymistów wraz z kontrolą na morzu miały przyczynić się do upadku Rzeszy.

Gdy zgłosiłem się do pracy w tej nowej, zadziwiającej organizacji, skierowano mnie do pustego biurka i nie wydano żadnych poleceń. Siedziałem, rozmyślając o pokrytych zieloną skórą blatach biurek, aż ktoś włączył zestaw bezprzewodowy (słowo „radio“ nie było jeszcze wtedy w powszechnym użyciu) i słuchaliśmy, jak Neville Chamberlain ogłasza, że przystęujemy do wojny. Spodziewaliśmy się tego, ale przemówienie Chamberlaina, pełne powagi i dostojeństwa, wprawiło nas w odrętwienie, z którego wyrwał nas dopiero ryk syren ostrzegających przed pierwszym nalotem.

18:50

Miałem popłynąć do Nowego Jorku w czasie mojego pierwszego pobytu w USA na miesięczne wakacje w Wyoming, gdzie kilku anglo-amerykańskich przyjaciół wynajęło ranczo. Podekscytowany nie mogłem się doczekać, żeby zobaczyć Amerykę, to pragnienie nie opuszczało mnie całe lato. Hitler przekreślił  to wszystko, cały urlop został odwołany chwilę przed tym, jak mój statek miał odpłynąć.