New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Ludwik Landau

W latach 1929-1939 opracował metody podziału dochodu krajowego według klas społecznych i przeanalizował strukturę socjo-gospodarczą Polski. W 1939 r. pracował w konspiracyjnym Instytucie Gospodarstwa Społecznego. W tamtym czasie opracował program gospodarczy dla Polskiej Partii Socjalistycznej i przygotował cykliczne analizy sytuacji gospodarczej w Polsce i Niemczech.

Ludwik Landau

W latach 1929-1939 opracował metody podziału dochodu krajowego według klas społecznych i przeanalizował strukturę socjo-gospodarczą Polski. W 1939 r. pracował w konspiracyjnym Instytucie Gospodarstwa Społecznego. W tamtym czasie opracował program gospodarczy dla Polskiej Partii Socjalistycznej i przygotował cykliczne analizy sytuacji gospodarczej w Polsce i Niemczech.

Ukazały się obwieszczenia wyjaśniające sytuację i stwierdzające, że tego dnia w południe upływa termin rozejmu: Niemcy uzyskują prawo wkroczenia do miasta, które jednak obejmować mają stopniowo, częściami, pierwszego dnia dochodząc tylko do linii Alei Jerozolimskich. Stopniowość wynikała z postulatu strony niemieckiej, aby miasto było oddawane po oczyszczeniu z min, w miarę możności – z porobionych barykad. Czynnikiem hamującym tempo zajmowania miasta była też procedura rozbrajania armii.

W myśl warunków kapitulacji żołnierze mieli być rozbrojeni i rozpuszczeni do domów. Przewidywane więc było doprowadzenie wojska oddziałami do wyznaczonych punktów, przeprowadzenie tam rozbrojenia i wystawienie odpowiednich dokumentów.

Ranek przyniósł uspokojenie. Na razie nie zdawaliśmy sobie sprawy, na czym to polega. Przyzwyczajeni w poprzednim tygodniu do ostrzeliwania miasta dzielnicami, przy czym w czasie bombardowania odleglejszych dzielnic huku niemal się nie słyszało, przypuszczaliśmy, że i tym razem cisza jest chwilowa i nie oznacza zmiany sytuacji. Wrażenie było ogromne, gdy od osoby będącej w kontakcie z władzami miejskimi usłyszeliśmy wiadomości: zawarty jest rozejm, toczą się pertraktacje o kapitulację Warszawy! Było to uczucie bardzo mieszane: z jednej strony poczucie ulgi po trzech dniach nieustannego bombardowania, z drugiej – świadomość, że nadeszła chwila, która choć od dawna przez nas przewidywana i oczekiwana, była straszna, była początkiem nowego ciężkiego okresu w życiu narodu

W południe przestały działać telefony; po południu okazało się, że przerwał się prąd i zniknęła woda z kranów wodociągowych, nie wyłączając nawet suteren. Ponieważ gazownia w związku z wzniecanymi przez bombardowanie pożarami już od kilku dni nie działała, byliśmy pozbawieni wszystkiego: komunikacji telefonicznej, gazu i elektryczności oraz wody. Brak elektryczności oznaczał nie tylko brak światła: pozbawieni byliśmy wszelkiego rodzaju łączności ze światem - przestało działać radio, najcenniejszy dla nas dotąd informator, przestały też wychodzić gazety wobec unieruchomienia przy braku prądu drukarń. 

Wieczorem Niemcy stanęli pod miastem. Były to, jak się później okazało, oddziały zmotoryzowane, czołgi, wyprzedzające dość daleko główny trzon armii niemieckiej. Tego wieczora, przyzwyczajeni dotąd podczas licznych nalotów do odgłosów bomb, poznaliśmy nowe głosy wojny: kanonadę z dział, które zagrały tuż pod Warszawą. Zaczął się trzytygodniowy okres obrony stolicy.

Był ostatnim dniem przed dojściem Niemców do Warszawy. Dzień ten był, jak się zdaje, kulminacyjnym momentem w akcji należącej do najtragiczniejszych stron tych czasów: wychodzenia młodych mężczyzn z Warszawy. Hasło do tego dał oficjalny komunikat radiowy: przemówienie płk. Umiastowskiego, który wzywał młodych mężczyzn w wieku zdolności do służby wojskowej do opuszczenia miasta przed wejściem armii niemieckiej. Emigracja ta rozwinęła się w rozmiarach wprost szalonych. Jakie tu czynniki oddziaływały: poczucie obowiązku, chęć usunięcia spod władzy okupanta najlepszych sił, czy też poczucie własnego interesu, strach przed wojskami okupacyjnymi, dochodzący do pogłosek czy przewidywań wycinania mężczyzn lub posyłania wszystkich do obozów koncentracyjnych – z tego dotychczas nie potrafię zdać sobie sprawy.

Radio podało – i potem kilkakrotnie powtórzyło — wiadomość, że Niemcy przerwali front i że w bliskim czasie już stanąć mogą pod Warszawą; że wobec tego wzywa się ludność Warszawy do masowego udziału w akcji kopania okopów. Dla mojej dzielnicy jako punkt zborny dla osób zgłaszających się do pracy wyznaczono plac Unii Lubelskiej. W nocy, w ciemnościach pogotowia przeciwlotniczego, ulice zaroiły się.
Organizacja nie była bardzo sprawna, jakkolwiek lepsza może, niżby można było oczekiwać w tych warunkach. W każdym razie upłynęły dwie godziny, nim oddział z mojej ulicy (przez ten czas już porządnie przerzedzony) otrzymał rozkaz wymarszu na robotę w określonej dzielnicy. Kopanie okopów trwało w jednych punktach do rana, w innych do południa. Sprowadzono „kopaczy” nowych, wyłapanych na ulicach, zasadniczo jednak pracowali ,,ochotnicy” z nocy, teraz już traktowani jako przymusowo zwerbowani. Ludzie do tej roboty nie przyzwyczajeni po paru godzinach już ledwo podnosili łopaty.

14:15

Zaczęły się kroki wojenne. Tegoż dnia mieliśmy pierwsze naloty lotnicze na Warszawę – tak mimo wszystko nieoczekiwane, że wzięte przez wiele osób za próbę sprawności obrony przeciwlotniczej.

Pierwszy tydzień wojny oszołomił nas tempem posuwania się Niemców. W pierwszym dniu jeszcze rozchodziły się — sądzę, że wychodzące z pewnego centrum podnoszenia na duchu" – pogłoski o zajęciu Gdańska przez wojska polskie, o bombardowaniu Hamburga przez flotę angielską, a Berlina przez połączone eskadry angielską, francuską i polską. Rychło jednak okazało się, że pogłoski te są całkowicie fałszywe, rzeczywistością zaś jest posuwanie się armii niemieckiej w głąb Polski z szybkością wprost piorunującą.

Ja osobiście byłem pesymistą, który uważał, że siły Polski i Niemiec są tak niewspółmierne, że o utrzymaniu się wobec armii niemieckiej z jej ekwipunkiem technicznym nie może być mowy; ale nie wyobrażałem sobie tego tempa wypadków. 

Zjawiają się plakaty mobilizacyjne: z początku w drobnej ilości, tak że trzeba ich szukać po całym mieście lub czekać w tłumie przed domem komisariatu policji na możność odczytania; później dopiero rozklejone w większej ilości. Mobilizacja zastanawia swoimi rozmiarami — nie jeden czy kilka roczników, ale wszyscy z normalnymi kartami mobilizacyjnymi: a więc szeregowi rezerwy do 40 lat, oficerowie do 60 lat. W otoczeniu okazują, się tłumy objętych zarządzeniem mobilizacyjnym; ja, jako posiadający tzw. zaświadczenie mobilizacyjne, nie podlegałem mobilizacji.