New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Lidia Bezrukowa

Żona radzieckiego oficera Nikolaja Bezrukova.

16:00

Pojechałam na rynek, a potem do Khreshchatyk. Chciałam kupić buty dla dzieci. Nie mają w czym chodzić. Wracając z Khreshchatyk, usłyszałam w tramwaju wiadomość: „Nasze wojska przekroczyły granicę”. Powiedzieli, że radio wyemitowało raport Mołotowa, w którym stwierdzono, że Armia Czerwona wyruszy, by wyzwolić swoich braci - Ukraińców i Białorusinów na terenie Polski.

Nie wiem, jak udało mi się nie rozpłakać, moje serce ogarnął taki ból. Ci, którzy mają w Polsce krewnych i przyjaciół, martwili się, słuchając tych wiadomości; pozostali obserwowali obojętnie, nie brali udziału w rozmowach. Chciałam jak najszybciej dostać się do domu.

W naszym mieście zaczęto panikować. Wszyscy rzucili się do sklepów, całkowicie wykupili wszystkie produkty. W naszej spółdzielni była ogromna kolejka na mąkę, makaron, olej roślinny, płatki zbożowe itp. Marusia i ja postanowiłyśmy nie robić żadnych zapasów, cokolwiek się nie stanie. Ale czy to naprawdę wojna - z kim? Ten pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Przecież nikt nie wypowiedział nam wojny, a my sami nie zaczniemy. Ani w radiu, ani w gazetach nie było o tym mowy. Jeśli manewry, to dlaczego na taką skalę? Zobacz więcej

Kobiety od dawna otrzymywały listy od swoich mężów, niektóre otrzymywały drugie. I właśnie dzisiaj otrzymałem pierwszy list. Ile łez, myśli i nieprzespanych nocy minęło w tym czasie, to nawet straszne, by pamiętać teraz. Z całą niecierpliwością, jaką wszyscy czekamy na listonosza, nie będzie miała czasu, aby wejść do bramy, bo teraz ją otaczamy, Kohl pisze, że choć ona żyje i ma się dobrze, to jest ważne. Wielu już udało się wysłać paczki, takie jak mąż Dusi Apanasenkova. Wszyscy poszliśmy zobaczyć, jakie piękne buty ma teraz za 12 rubli. Nie możemy kupić za 200 z nich. Jedwab na szaliku za 5 rubli. Tak jak w bajce, wszyscy po prostu otworzyli usta na takie cuda. Mówią, że Polacy żyli bogato. Uciekając, zostawili wszystko na swoich miejscach, pełne szafy, kredensy, a nawet posiłki z pełną porcją. Nie potrzebujemy niczego. Gdyby to wszystko się skończyło, a nasi mężowie wkrótce by do nas wrócili.

Mieliśmy dzisiaj egzaminy wstępne na kursy pielęgniarskie. Chcę iść na te kursy, ale nie wiem, czy starczy mi czasu.

Wieczorem byliśmy na zebraniu. Okazało się, że kursy nie będą trwały półtora roku, co daje prawo do wykonywania zawodu pielęgniarki, ale tylko dziewięć miesięcy i będą szkolić jedynie pielęgniarki rezerwistki. Wiele osób było rozczarowanych. Dziś kierownik kursu, Griszniow, przyszedł do nas, agitując na szkolenia, ale ja już postanowiłam, że nie pójdę. Muszą zebrać grupę co najmniej 35 osób, w przeciwnym razie kursy nie ruszą. Przyjmują nawet kobiety z czterema klasami. A wcześniej było zarządzenie, że będą przyjmować z co najmniej siedmioma.



Kołchoz w rejonie Dniepropietrowska.

Utrzymuje się ładna pogoda, ale nie mam okazji do wyjścia na słońce. W Winnicy było trochę więcej wolnego czasu. Wczoraj pojechaliśmy z Nikolajem na rynek. Kupiliśmy pomidory, ogórki, jajka. Nikolaj wziął kosz. Na przystanku tramwajowym jak zwykle było dużo ludzi i jak zawsze trzeba było stoczyć walkę, by wsiąść do tramwaju. Nikołaj jest zawsze taktowny, przepuszcza kobiety – po leningradzku. A tu nie jest to przyjęte, mężczyźni popychają kobiety, nawet z małymi dziećmi. Zobacz więcej

Dzisiaj były przyjmowane zapisy na pożyczki. Zapisałam się na 100 rubli.

Mieszkanie w Kijowie nie jest złe, myślałam, że będzie gorzej. W lipcu przyjechała Klaudia Dmitriewna z rodziną. Zostali przeniesieni do Czernihowa. Spędziła u nas cały dzień. Zmęczył mnie bardzo spacer z nią po Chreszczatyku, potem byłam zajęta przygotowywaniem obiadu. Teraz wszystko jest takie drogie, nigdy nie wystarcza pieniędzy. No cóż.

Podwórko jest duże. Po naszej stronie jest działka rządowa otoczona dużym ogrodzeniem. Często patrzymy na ten płot z zazdrością, jest tam piękny park ze stawem, kąpieliskiem, ogromnymi drzewami, wypielęgnowanymi alejkami, a wokół niej rosną sosny. Tak ładnie, tak urzekająco. Wiosną park wypełnia się śpiewem ptaków. Nie potrafię nawet opisać radości, kiedy po raz pierwszy od wielu lat usłyszałam tu słowika. Całymi godzinami przestawałam blisko parku, zamierając i rozkoszując się jego śpiewem. Zobacz więcej