New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Maria Dąbrowska

Polska pisarka, powieściopisarka, eseistka, dziennikarka i autorka sztuk. Autorka popularnej polskiej powieści "Noce i Dnie". W 1935 r. nominowana do nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

Maria Dąbrowska

Polska pisarka, powieściopisarka, eseistka, dziennikarka i autorka sztuk. Autorka popularnej polskiej powieści "Noce i Dnie". W 1935 r. nominowana do nagrody Nobla w dziedzinie literatury.

W nocy. Cisza zupełna. Cisza straszna. Nie śpię. Trzymam radio otwarte całą noc. Żadnych: Uwaga, uwaga, nadchodzi... Niemcy w nocy nie bombardują. O dwunastej w nocy słyszę nagle:

Blaskota. Blaskota. Bolesław wzywa do Warszawy. To się powtarza, te słowa wiele razy raz po raz, martwo, groźnie, strasznie. Blaskota. Blaskota. Bolesław wzywa do Warszawy.

Z Rembertowa przyjechał Boguś. Zmobilizowany, wyjeżdża do pułku do Białegostoku. Pogodny i spokojny. Z humorem uściskał mnie i Jadzię, którą u nas zastał i odszedł mówiąc: „No, moje panny siostry, trzymajcie się”. Prosił, żeby o ile możności zaopiekować się jego rodziną. Władze wojskowe bowiem nic a nic w kierunku zaopiekowania się rodzinami zmobilizowanych na front oficerów nie zrobiły. Nie doręczyły im nawet masek gazowych. A całe miasto ugania się za tymi maskami. Wszyscy mamy już uszczelniony jeden pokój na „komorę przeciwgazową”. St. dostał w biurze wspaniałą prawdziwą maskę, my mamy tylko jakieś maseczki z jakimś tam węglem przeciwgazowym. Idę do Berbeckiego, który jest komendantem Obrony Przeciwlotniczej czy czegoś takiego i uzyskuję natychmiast widzenie (nie widziałam go od tamtej wojny i nie poznałam – tak się zmienił i wypiękniał) a potem maseczki dla żony i dzieci Bogusia, które Jadzia im zaraz odwozi do Rembertowa. A miasto takie śliczne, radosne, kipi od owoców, kwiatów, tłumów...

 

W odpowiedzi na mój list pisany z Ciechocinka, pan Dymitr napisał mi list tragiczny z gorzkim wymyślaniem, że ja mu opisuje jakieś wspomnienia rodzinne i jeziora Gopła, kiedy Polska stoi przed straszną katastrofą. Ale ja nie wiem, przed czym Polska i świat stoją.

Rano w Ministerstwie Oświecenia u Rusinka w sprawie paszportu. Kiedy przedstawiłam mu podanie, w którem dość szczegółowo wyjaśniłam, dlaczego i co, powiedział: „Takie długie podanie? Szkoda pani czasu. Niech pani pomyśli, ile by to było wierszowego za to”. Oto myśl, która nigdy w życiu nie przyszłaby mi do głowy.

Potem w Bibliotece Publicznej robię bibliografię do dramatu o Bolesławie Krzywoustym. Straszny upał na dworze. W domu zamykam okno, rozbieram się do naga i siedzę tylko w niebieskim fartuchu. Do Rudzkiego zatelegrafowałam, że przyjadę. O 6-tej wychodzę na pocztę z listem do Zawodzińskiego. Potem w Parku Ujazdowskim spotykam się z Anielą Zagórską. Zobacz więcej

Wczoraj wieczór był niespodziany telefon dr Rudzkiego z Ciechocinka, żeby jednak przyjechać, że ostatnimi dniami trochę się tam rozluźniło i że ma dla mnie pokój w Dworku Prezydenta. Zaraz potem – telefon od pana Henryka, który przyszedł około 10-tej wieczorem i siedział godzinę, bardzo ponury. Jak sam mówi, po powrocie z Jaworza zupełnie oklapł. Dziś był na obiedzie i on to w końcu zachęcił mnie, bym pojechała do Ciechocinka. – „Niech pani się nie namyśla – powiedział – tylko niech pani zaraz jedzie. To już ostatni wyjazd, ostatnia okazja. No. Co tu dużo gadać, wojna będzie najdalej za kilka tygodni.” A potem zapatrzył się tępo przed siebie, jak teraz ma zwyczaj i dodał: „To straszne, ale ta wojna będzie dla mnie zbawieniem”.

Popołudniu byliśmy z nim razem w Botanicznym. Nastrój jakiejś wyczekującej mrocznej nudy.

Rano w starostwie składam podanie o paszport. Tym razem podobam się sobie w białym płaszczu, najpiękniejszym ze wszystkich, jakie miałam. I kapelusz z brązowej słomki jakiś mi te panie do tego dały taki śliczny, że wyglądam w tym wszystkim jak nie ja tylko jak jakaś elegancka dama.

Rano zaczynam wędrówki o wznowienie mojego paszportu zagranicznego, który wygasł niewykorzystany w październiku zeszłego roku. Po powrocie do domu zastaję ekspres od dr. Rudzkiego, stanowczo odradzającymi kurację w Ciechocinku (zdaje się, że Grubas się obraził). Wobec tego nowa zmiana decyzji – nie jechać. Czas jest nie tylko historyczny, ale i histeryczny jakiś.

Wieczorem idziemy na sztukę „Święty Gaj” do Narodowego. Bardzo słaba sztuka z jednym tylko dobrym dowcipem.