New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Zofia Nalkowska

Działała w Zarządzie Głównym Związku Literatów Polski w okresie międzywojennym, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych pisarek feministycznych.

Zofia Nalkowska

Działała w Zarządzie Głównym Związku Literatów Polski w okresie międzywojennym, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych pisarek feministycznych.

Mróz nieustający, nie pamiętany od lat, zaciska się na wszystkim jak obręcz. Zimno w domu, zimno w sklepie, wszystkie wędrówki po mieście odbywają się w tym dziwnym medium, w świecie arktycznym czy w świecie epoki lodowej. Stało się wreszcie to, co już zagrażało od dawna, skończył się koks i w całej kamienicy ogrzewanie centralne przestało działać. Skostniałe, ociekające dreszczami, wieczorem w całym ubraniu włazimy pod kołdrę. Uczuwa się to jakby polewanie strumieniami lodowatej wody.

Oprócz prezydenta jest też w Paryżu nowy premier i naczelny wódz, generał Sikorski.

Wczorajsze wiadomości, że tak powiem, ostateczne: prezydent Mościcki internowany w Rumunii, w Paryżu powstał jakiś „rząd” z „prezydentem” Raczkiewiczem i ministrem spraw zagranicznych Zaleskim. O to jest teraz Polska. Co się stało z Beckiem, nie wiem. Ale nic nie słychać, by ktoś z tych ludzi popełnił samobójstwo.

Do Warszawy dotąd jeszcze nie wydają przepustek. A świat trwa, słońce ogrzewa to powietrze już mroźne, dwa szczeniaki tarzają się po piasku przed domem.

Gdy podjeżdżaliśmy do Stoczka, zaczęły się te spalone wsie, o których słyszałam. Z każdej chałupy został tylko komin, rozszerzony w dole, i przytulony do niego piec kuchenny. Na jednym widać jeszcze wpuszczone w blachę czarne żelazne garnki, przy innym – obstawionym paru wetkniętymi w ziemię gałęźmi choiny – stała kobieta i coś gotowała, uczepiona całym swoim życiem tych szczątków. W popieliskach walały się poskręcane blaszane naczynia, szczątki sprzętów. Wjechaliśmy do Stoczka.



W radiu wiadomość, że o ile Warszawa się nie podda, to zostanie zburzona. I odpowiedź odmown. Jest bardzo smutno, kobiety płaczą, zła noc.

Wiadomości dochodzą niełatwo, Warszawy nie słychać, z Londynu jest komunikat polski, że Warszawa się broni i broni się też jeszcze Dęblin. Co zdołają usłyszeć jedni, szeptem powtarzają drugim. W komunikacie francuskim mowa o strąceniu paru samolotów ( ile, nie wiadomo).

Powtarzają się poprzez stulecia te same błędy – dufność w swej siły, lekceważenie innych, puste przechwałki, pyszne frazesy. Coś infantylnego jest w tym braku odpowiedzialności, w liczeniu zawsze na to, że jakoś to będzie. Człowiek trzeźwy czy choćby rozsądny od razu jest złym Polakiem.



Ach, Warszawa! Ta, która ostatnio piękniała z dnia na dzień, tak długo szpetna i zaniedbana robiła się czarująca – nawet jeszcze tego ostatniego lata! Po Zamku pełnym skarbów sztuki i starej Katedrze zburzony jest Belweder, Ratusz (świeżo odnowiony) Teatr Wielki, domy koło placu Napoleona, domy przy ulicy Wareckiej, poselstwo rumuńskie, ambasada sowiecka. Teraz naloty to nie siedem czy dziewięć bombowców, jak na początku, ale siedemsziesiąt! Jest tam wciąż jeszcze ten Starzyński, który z dygnitarzy jeden pozostał – i naprzód tak ją upiększywszy tę Warszawę, teraz ogląda jej zniszczenie. Ten niepozorny, niezbyt wymowny, mały i gruby człowiek zostaje jej bohaterem.



14:45

Radio złe i skrzeczące, rzadko słyszalne, przynosi wciąż gorsze wieści: Zamek i Katedra zbombardowane, zarządzona ewakuacja ludności. Stacja francuska nadaje tekst od Prezydenta Mościckiego, który opuścił Polskę. Koniec brzmi: „Opatrzność wymierzy sprawiedliwość”. Wczorajsza ostatnia wiadomość, że armia Sowiecka wkroczyła na terytorium Polski.

13:15

Co stało się przez te parę dni, o Boże! Kraj, którego już jakby nie ma – czy to możliwe! Te miasta – jak Lwów, Kraków – nie odzywają się już przez radio, miasta, do których nie ma pociągów, do których nie można wysłać depeszy, z których nie mogą przyjść listy ani gazety! Warszawa...

Dziś znów mówiono podobno w kościele, że Warszawa wciąż się broni, że nie jest otoczona, tylko atakowana „z lewej strony”. – Szalona, niecierpliwa tęsknota, żeby się w takim razie tam dostać.

Cały ten dzień przedwczorajszy wędrowaliśmy polnymi drogami, kryliśmy się w bruzdach i cienistych rowach łąkowych pod krzakami olchowymi. Chcieliśmy dojść jak najdalej, nie unikając jak dotąd światła dnia zrobiliśmy wiele kilometrów. W chatach nie dostawaliśmy już nic prócz wody, którą nawet ja piłam ze wspólnych kubków i brudnych, wystawionych koło studni wiader.

Leżę na dziedzińcu nieżyczliwej chłopskiej zagrody, oparta o swój tłumok jak o poduszkę, z otwartą przed sobą walizeczką, w której mam to moje wszystko. Nie chcą nam dać wody przegotowanej.

Ta noc innej rzeczywistości: decyzja czekania tam na Niemców, rezygnacja osłupiały pierwszy od dawna sen w łóżkach i pod kołdrami. Odtąd jestem kimś innym. Wszędzie ciemności, zamknięte okiennice, zasłony.

Cała Polska jest taka rozkołysana, cała Polska płynie. – Poprzedniej nocy zbudzono przez radio mężczyzn i kazano, żeby szli. Mężczyźni od 16 do 20 lat mogą uchodzić – na własną rękę, iść przed siebie gdziekolwiek. Niemcy mają zastać kraj pusty, bez mężczyzn, bez rąk roboczych. Więc jeszcze idą, więc można jeszcze iść.



Mijamy jakieś ugory i łączki, wielką jak przepaść wyrwę po bombie wśród pola, znowu długo leżymy w lesie, w pięknym gaju, w rowach z dawnej wojny. Bogusław jakby czując rozstanie nie odstępuje mnie. Znów razem patrzymy w niebo.