New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Zygmunt Klukowski

W Polsce międzywojennej Klukowski był redaktorem naczelnym magazynów "Teka Zamojska" oraz "Kwartalnik Regionalny" w Zamościu.

Zygmunt Klukowski

W Polsce międzywojennej Klukowski był redaktorem naczelnym magazynów "Teka Zamojska" oraz "Kwartalnik Regionalny" w Zamościu.

Jesteśmy przygnębieni z powodu wiadomości, jakie do nas dochodzą o masowych egzekucjach w Warszawie, Lublinie i innych miastach. Na mnie szczególnie silne wrażenie zrobiło rozstrzelanie ludzi znanych mi osobiście lub z działalności naukowej i społecznej.

Przez miasto w ciągu całego dnia przejeżdżało bardzo dużo wojska sowieckiego, zwłaszcza oddziałów konnych, w kierunku na Frampol. Żołnierze z wyglądu całkiem niepokaźni, ubrani licho, odżywieni również marnie. Żydzi szczebrzescy witali ich entuzjastycznie, cały dzień stali na ulicy, krzyczeli: „Niech żyje Armia Czerwona!”, częstowali jabłkami, ustawiali osobno dzieci, które też witały bolszewików z wyciągniętymi pięściami. Zauważyłem, że żołnierze całkiem obojętnie przyjmowali te powitania i objawy radości ze strony Żydów.

Wczoraj wieczorem do godziny jedenastej jechało bardzo dużo wojska w stronę Zwierzyńca. Szosą szły samochody, a koło szpitala w kierunku na Błonie oddziały konne. Potem nagle się uspokoiło.

Przed południem sporo wojska jechało w stronę Zwierzyńca. Po południu widać już tylko od czasu do czasu pojedyncze samochody i motocykle. O godzinie dziewiątej wieczorem Niemcy ostatecznie opuścili Szczebrzeszyn. Wciąż mówią, że nadchodzą bolszewicy. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć.

W nocy ze środy na czwartek, o godzinie pierwszej dr Krysiak odbiera alarmujący telefon od komendanta miasta: „Szpital jako instytucja o charakterze międzynarodowym zostaje, chorych nie ruszać, ewakuacja indywidualna i dowolna”. Intendent twierdzi, że bezpośrednio po tym otrzymał od tegoż komendanta rozkaz ewakuowania szpitala.

Po południu Szczebrzeszyn był silnie ostrzeliwany. Pod wieczór wkroczyli doń Niemcy.

W środę wszystkich opanowała prawdziwa panika. Rządy w mieście całkowicie objęły już władze wojskowe. Komendantem miasta został jakiś porucznik, który dając sprzeczne zarządzenia, przyczyniał się do zwiększenia zamieszania. Mówił na przykład, że „nikomu nie wolno się ruszać” i równocześnie przysyłał furmanki do ewakuacji chorych i personelu. Wypisano ze szpitala chorych cywilnych.

Rano jeździłem do Lublina. Wróciłem około siódmej wieczorem, zmęczony strasznie, bo cały dzień spędziłem na nogach i nawet obiadu nie jadłem. Dzisiaj Lublin wygląda wręcz przygnębiająco. Wszystkie ulice, zwłaszcza główne, zatłoczone samochodami najrozmaitszych marek i typów. Walizki i toboły nie wewnątrz, lecz i na dachach, na zderzakach, na błotnikach, na maskach... Stacje benzynowe w oblężeniu, ale już mało kto dostanie tu trochę benzyny. Składy wojskowe wydają benzynę, lecz wyłącznie posiadającym odpowiednie zaświadczenia. Przy tych składach widziałem olbrzymi sznur wozów posuwający się z dwóch stron. Często wytwarzał się w tym miejscu taki zator, że żaden samochód ani furmanka nie mogły się ruszyć. Widziałem też niejeden samochód ciągnięty końmi.

Wieści są straszne – zajęty Kraków, Zakopane, Częstochowa, Łódź, Bydgoszcz Grudziądz. Wojska niemieckie uparcie dążą ku Warszawie. O niektóre artykuły coraz trudniej, na przykład o przybory i sprzęt podróżniczy. Restauracje i kawiarnie wypełnione po brzegi, jednak, przepchawszy się, wszędzie można dostać coś do zjedzenia.

Wczoraj, o godzinie siódmej rano, żegnany przez cały szpital, obdarowany kwiatami, wyjechałem z domu. Żona z synkiem odwożą mnie samochodem do Lublina. Na szosach, pomimo niedzieli, wszędzie szalony ruch. Im bliżej Lublina, tym więcej spotyka się furmanek naładowanych rzeczami, zdążających w przeciwnym kierunku. Tak samo autobusy jadące od strony Lublina przepełnione, na całe sterty walizek i tobołków.

10:00

Trzeci dzień mobilizacji, drugi dzień wojny. Pełne grozy szyfry: „Halo, halo, uwaga, uwaga, ...przeszedł...”, albo „...nadchodzi...”. Radio podaje: „zniszczono 100 niemieckich czołgów i 37 samolotów”, a zaraz potem: „strącono polskich 12...”. Naloty niemieckich bombowców coraz bliżej – na Lublin, na Lwów. Mówią, że samolot niemiecki był już i nad Zamościem. Wszystko to skłania ludność do tym energiczniejszych przygotowań do obrony przeciwlotniczej. W sadzie szpitalnym personel i służba kopie rowy ochronne. Atmosfera wojenna coraz bardziej się zagęszcza.

12:30

W południe pojechałem do Zamościa, po mundur. Wszyscy mówią tu tylko o wojnie, ale nastrój dobry, nigdzie nie wyczuwa się zwątpienia, każdy wierzy w ostateczne nasze zwycięstwo. Plotka o zajęciu przez wojska polskie Gdańska niepewna – niesprawdzona – już ludzi raduje i podnosi ducha.

Po południu jeździłem do Zwierzyńca. Tu nastrój taki sam. Wszędzie na gwałt – u mnie w szpitalu też – czynią przygotowania do obrony przeciwgazowo-lotniczej, zaciemniają okna, uszczelniają itp. Pomimo nawoływań, nikt prawie zawczasu tego nie zrobił, każdy odkładał, jak gdyby nie wierząc w możliwość rychłego wybuchu wojny. Teraz wszyscy rzucili się do sklepów po czarny papier, lecz nigdzie go już dostać nie można. W Zamościu brak niektórych artykułów - nafty, soli, zapałek, świec. Do całej Zamojszczyzny przyjeżdża coraz więcej ludzi z pogranicza niemieckiego. Władze starają się temu przeciwdziałać, rezerwując miejsca na jakieś urzędy.

Wszyscy trwają w oczekiwaniu wydarzeń niezwykłej wagi. Krążą wieści, że w nocy ma być ogłoszona mobilizacja powszechna.

Około godziny trzeciej po południu zawiadomiono mnie telefonicznie, że w mieście rozlepiają plakaty mobilizacyjne. Wybiegłem na ulicę. Ruch niebywały. Wszędzie grupki ludzi. Niektóre kobiety mają zapłakane oczy, ale żadnej paniki nie znać. Zobacz więcej

Cały czas żyjemy w niezwykłym podnieceniu i napięciu nerwów. Czekam powołania do wojska lada godzina. Boję się, żeby mnie nie pozostawiono w Szczebrzeszynie. Dookoła wciąż mówi się o powołanych do wojska. Biorą lekarzy nawet starszych ode mnie.

Wszystko przemawia za tym, że wojna wisi na włosku.

Rozpoczęcie roku szkolnego odroczono na czas nieokreślony, chociaż oficjalnie mówi się, że tylko na kilka dni. Wszystkich urzędników państwowych i samorządowych odwołano z urlopów. Chciwie chwytamy wszystkie komunikaty radiowe. Wczoraj w Zamościu powołano do wojska około dwustu rezerwistów. Dzisiaj – jak mówią – wyszła z Zamościa część 9 pułku piechoty. Dokąd? Nie wiadomo.

W nocy powołano w Szczebrzeszynie do służby czynnej przeszło czterdziestu rezerwistów, w tym doktora Jóźwiakowskiego i sędziego Sokołowskiego. Podniecenie e ogromne. Odjeżdżających rezerwistów odprowadziliśmy na stację. Nastrój wśród powołanych doskonały. Jestem całkiem wytrącony z równowagi. Trudno mi wykonywać zwykłą, szarą, codzienną pracę. Ponosi mnie.



Lipiec spędziłem na urlopie w Iwoniczu. W sierpniu nie mamy już wątpliwości, ze wojna z Niemcami jest nieunikniona. Napięcie nerwów zwiększa się z każdym dniem. Dziś niespodziewanie odwołano z manewrów 9 pułk piechoty Legionów przebywający w okolicach Szczebrzeszyna i Klemensowa.

Po południu byłem w Zamościu. Otrzymałem od starosty rozkaz ściągnięcia z urlopu wszystkich pracowników szpitalnych.