New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Jak na miejsce, w którym ma zaraz wybuchnąć wojna, Gdańsk nie do końca dorasta do swojej roli. Tak jak ludzie w Berlinie, lokalni mieszkańcy nie sądzą, żeby miało dojść do wojny. Mają ślepą wiarę w Hitlera i w to, że doprowadzi do powrotu Gdańska do Rzeszy bez wojny. Wolne Miasto szybko ulega militaryzacji, niemieckie samochody i ciężarówki wojskowe – na gdańskich rejestracjach! - pędzą ulicami. Mój hotel, Danzigerhof, pełen oficerów armii niemieckiej. Drogi prowadzące z Polski są zablokowane zaporami przeciwczołgowymi oraz barierami z bali. Przypominają mi Kraj Sudetów zaledwie rok temu.

Jeśli muszę poprowadzić Niemcy na wojnę, to wolę to zrobić raczej dziś niż jutro. I nie zrobię tego tak, jak Wilhelm II, który pozwolił, by wyrzuty sumienia powstrzymały go przed całkowitym zaangażowaniem swoich sił zbrojnych. Będę walczył do końca.

Nie mam żadnych romantycznych celów. Nie pragnę rządzić. Przede wszystkim nie chcę niczego od Zachodu; niczego dzisiaj i niczego jutro. Nie pragnę niczego od gęsto zaludnionych regionów świata ... Wszystko co przypisują mi ludzie, nie jest prawdą. Muszę jednak mieć wolną rękę na wschodzie. Powtarzam: jest to kwestia zboża i drewna, które mogę znaleźć tylko poza Europą.

koncertuje

W niedzielę w Gożuchowie pod Grudziądzem odbyła się odprawa błękitnego Pułku Pogotowia Wojennego utworzonego przez generała Hallera. Na odprawie tej, na którą przybyło około 60 komendantów, prezesów placówek, dokonano podziału pułku na bataliony i wyznaczono dowódców. W przemówieniu swoim wygłoszonym do zebranych generał Haller w ostry sposób napiętnował nieuzasadnione pretensje Niemiec w stosunku do Polski. Odprawa, która odbyła się w majątku generała Hallera, zakończyła się wysłaniem depesz do pana Prezydenta Rzeczpospolitej i Marszałka Śmigłego Rydza, w których zebrani zameldowali gotowość bojową błękitnego pułku.

Ribbentrop stosuje uniki, gdy tylko pytam go o szczegóły niemieckiego planu działania. Sumienie go dręczy. Skłamał zbyt wiele razy na temat niemieckich intencji wobec Polski, żeby teraz nie czuć się nieswojo, gdy musi mi powiedzieć, co zamierzają i do czego się szykują.

Decyzja o walce jest nieodwołalna. Odrzuca on wszystkie rozwiązania dające satysfakcję Niemcom i unikające konfliktu. Jestem przekonany, że nawet gdyby Niemcy dostali więcej niż żądali, zaatakowaliby i tak, bo owładnął ich demon destrukcji.

Momentami nasza rozmowa staje się bardzo napięta. Nie waham się przed wyrażaniem opinii z brutalną szczerością. To go nie wzrusza. Zaczynam zdawać sobie sprawę, jak niewiele znaczymy w oczach Niemców.

Atmosfera jest chłodna. Chłód pomiędzy nami dotknął nawet relacji między naszymi sekretarkami. W czasie kolacji nie pada ani jedno słowo. Jesteśmy wobec siebie nieufni. Ja przynajmniej mam czyste sumienie. On nie.

Dzisiejsze gazety uważają obecny spokój za ciszę przed burzą. Zobaczymy.

Gdyby jednak Niemcy, opętane swym imperializmem, wywołały wojnę, to wówczas także inne narody, a więc i Polska, będą miały prawo i obowiązek przedstawienia swoich krzywd i niezałatwionych rachunków. Polska wojny nie wywoła, ale sprowokowana, bić się będzie o swoje cele wojenne.

Miasto całkowicie znazyfikowane. Najwyżej postawiony jest Albert Forster, nazistowski Gauleiter, który nawet nie jest gdańszczaninem, a Bawarczykiem. Herr Greiser, Przewodniczący Senatu, jest człowiekiem bardziej umiarkowanym, ale rozkazy przyjmuje od Forstera. Pośród ludności znacznie mniejsze napięcia niż się spodziewałem. Ludzie chcą zostać przyłączeni do Niemiec. Ale nie za cenę wojny czy utraty pozycji rynku zbytu dla polskiego handlu. Bez tego drugiego, choć jest to pozycja słabsza od czasu budowy polskiego portu w Gdyni, dwanaście mil na zachód stąd, będą głodować, chyba że Niemcy podbiją Polskę. Tak jak wszyscy Niemcy, chcą mieć obie rzeczy na raz.

Gdańsk jest przyjemnym, ładnym miastem. Lubię ciężkie bałtycko-niemieckie wieże, gotyckie hanzeatyckie strome, dwuspadowe domy o bogato zdobionych fasadach. Przypomina mi inne miasta hanzeatyckie – Bremę, Lubekę, Brugię. Przeszedłem się wokół portu. Wyraźnie tchnący martwotą. Kilka statków. Więcej pijaństwa tutaj w Gdańsku niż gdziekolwiek poza Ameryką. Danzig Goldwasser  - nazywają go "gdańską złotą wodą" z powodu pływających w nim drobinek - jest dobry i mocny.

Na czas wojny Führer nie będzie akceptował podczas odbywanych podróży żadnych wręczanych mu kwiatów. Zamiast tego podarki tego typu mają być przekazywane żołnierzom niemieckiego Wehrmachtu.

Gdańsk gauleiter ForsterGdańsk gauleiter Forster | dygnitarz hitlerowski, gauleiter Gdańska. W sierpniu 1939 ogłosił się zwierzchnikiem miasta. i towarzyszące mu osoby przybyły wczoraj do Gdańska z dwudniowej wizyty u kanclerza Hitlera w Berchtesgaden. W drodze powrotnej gdański gauleiter wstąpił do Pragi Czeskiej. O wynikach rozmów między kanclerzem Hitlerem A. Forsterem nie przedostały się dotąd żadne informacje do wiadomości publicznej. W Gdańsku zapowiedziano natomiast, że dziś w czwartek o godzinie 8 wieczorem na Długim Rynku odbędzie się wielkie zebranie protestacyjne całej ludności Gdańska, na którym przemawiać będzie gauleiter Forster.

Wyzywający ton prasy niemieckiej nie ustaje. Kampania antypolska wzmaga się. Wyraźne instrukcje co do tez, jakimi operować mają publicyści niemieccy, wynikają jasno z jednobrzmiących prawie w całej prasie treści zdań i zwrotów, jak np. Rzesza w ciągu kilku lat usunęła pokojowo szereg “zarzewi wojennych” w Europie i potrafi się załatwić i z tym ogniskiem (mowa o Gdańsku). Polska jest przestrzeżona - pisze zdenerwowana prasa niemiecka, nie zapominając przy tym o ukłonie w stronę Francji i Anglii, i zniecierpliwionym apelem o wyrozumiałość zawartym w słowach: mocarstwa zachodnie powinny jak najszybciej zrozumieć, że podtrzymując Polskę, igrają z ogniem.

Uzgodniłem z panem generałem Litwinowiczem sumę dotacji poza­budżetowych dla wojska na miesiąc sierpień na 60 milionów złotych. Dałem natychmiast dyspozycje, z tym by co do rozdziału tej kwoty dostosować się do wymagań wojska (pan naczelnik Rybałtowski).

Na śniadaniu był u mnie Naczelnik Sztabu Generalnego Lord Gort, Lord Lloyd, Degvil i inni.
Gort, odpowiadając na moje pytanie, powiedział, że choć oficjalnie, dla ogółu społeczeństwa, w przypadku nowej wojny, rząd brytyjski nie zamierza wysłać dużej armii na kontynent, Sztab Generalny doskonale rozumie, że taka armia nadal będzie musiała zostać wysłana, a zatem dokonuje wszystkich niezbędnych przygotowań, zwłaszcza jeśli chodzi o broń i sprzęt. Według Gorta pobór będzie kontynuowany. Po pierwszym roku zostanie powołany drugi, potem trzeci itd. Przechwalając się nieco Gort zauważył, że tylko 9% z pierwszego naboru zostało odrzuconych jako niezdolni do służby. (Nota Bene: Zastanawiam się, jaki był poziom wymagań przedstawionych rekrutom?) Gort ocenia wojskowe zdolności Niemiec raczej nisko: liczba ich pojazdów pierwszej linii nie przekracza 3 tysięcy, a Niemcy mogą walczyć nie dłużej niż rok. Gort był bardzo zainteresowany perspektywami moskiewskich negocjacji wojennych i wyraził współczucie dla Trójstronnego Paktu.