New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Przystępuję do tworzenia oddziałów Obrońców Warszawy. Pierwszy oddział ma być gotów niezwłocznie. Musimy natychmiast pokazać, że Warszawa ma swoich żołnierzy, swoich Warszawiaków, którzy z bronią w ręku staną choćby dzisiaj, w tej chwili, choćby za godzinę czy za dwie i bić się będą za Warszawę i za ojczyznę.

Obywatele! Wzywam 600 młodych ludzi, którzy chcą niezwłocznie wziąć w rękę karabin i bić się, bić się na śmierć do upadłego. Chcę 600 młodych odważnych ludzi decydowanych umrzeć za Warszawę i za ojczyznę. Obywatele! Meldujcie się! Ci, którzy są zdecydowani na to, natychmiast, niezwłocznie, w tej chwili, a raczej za pół godziny. Za pół godziny porucznik Kępski z mojego ramienia stać będzie przed pałacem Mostowskich i będzie przyjmować tych ochotników. Obywatele! Gdyby był napływ większy, odejdziecie do domu i czekać będziecie mojego wezwania. Dzisiaj potrzebuję 600 ludzi, powtarzam 600 młodych, zdrowych, tęgich chcących bić się za ojczyznę. A więc za chwilę pokażę się przed pałacem Mostowskich i proszę o 600 młodych ludzi. Obywatele! Jak dotąd nigdy nie zawiodłem się na moich wezwaniach. Nie zawiodę się i teraz.

Znów łapią, biją, rabują. Sklep, w którym pracuje mój ojciec — zrabowany. Niemcy miejscowi pozwalają sobie na wszystko. Opowiadają o różnych sposobach traktowania Żydów przy robotach: niektórzy (Niemcy) odnoszą się do nich bardzo dobrze, a inni w sadystyczny sposób znęcają się nad nimi. Zdarzyło się na przykład, że pracującym Żydom kazano przerwać pracę, rozebrać się i stanąć twarzą do ściany. Wówczas oświadczono im, że będą rozstrzelani. I rzeczywiście, strzelono w ich stronę, umyślnie celując tak, że nikomu nic nie zrobiono. Ale ta procedura, powtarzana po kilka razy, większość Żydów przyprawiła o silny rozstrój nerwowy – oto, co potrafią łódzcy hitlerowcy.

Nie jestem w stanie opisać skali zniszczenia, które sieją w naszej wspaniałej stolicy samoloty wroga. Całe dzielnice zostały zamienione w pył. Po pięknych pałacach został już tylko gruz. Każda bomba zapalająca, która spadła na miasto pod osłoną nocy, oznacza chaos i śmierć setek ludzi. Dantejski opis piekła jest niczym w porównaniu z piekłem szalejącym na ulicach Warszawy. Dziś w „Naszym Przeglądzie“, gazecie polsko-żydowskiej, opublikowano opis nalotu z ubiegłej nocy. Nie mogłem tego czytać. Kilogram ziemniaków kosztuje złotówkę. Zdobycie węgla graniczy z cudem. Odcięto dostawę gazu. Mięso zniknęło z półek sklepowych. Ostani raz jedliśmy je trzy dni temu. Anka Welcer, jej chora matka i siostra-artystka nie jadły chleba od trzech dni. Wczoraj przyszła do mnie. Dałem jej pół kilo chleba, jednego śledzia i 25 deko cukru. Widok jej cierpienia łamie mi serce.

Po raz pierwszy w powietrzu czuć było jesień. Pomimo szlafroka, przenikał mnie nieprzyjemny chłód, gdy siedziałem na balkonie, czytając w prasie o lądowaniu Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych we Francji. To było takie uczucie, jakby w prawdziwym życiu rozgrywała się akcja filmu wojennego, z tą tylko różnicą, że człowiek nie czuł się tak bezpiecznie, jak siedząc w wygodnym fotelu w kinie Curzon.

Ciekawy dzień w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Próbowałem zorganizować transport materiałów kolejowych do Persji, tak aby nie narazić na szwank stosunków z Szachem. Długo nad tym myślałem i to myślenie doczekało się nagrody w postaci pochwały mojego planu działania. Nie zdziwię się jednak, jeśli wkrótce usłyszę coś wręcz odwrotnego.

Leżę na dziedzińcu nieżyczliwej chłopskiej zagrody, oparta o swój tłumok jak o poduszkę, z otwartą przed sobą walizeczką, w której mam to moje wszystko. Nie chcą nam dać wody przegotowanej.

Gazety zamieściły wiadomość, że ogień nieprzyjaciela uszkodził Belweder wraz z mieszkaniem Piłsudskiego. Na frontonie, koło poselstwa, nie widać nic budzącego uwagę, więc razem z Forsbergiem obejrzałem budynek od Łazienek. Tu, niestety, zobaczyliśmy dużo dziur w murze i popękane szyby, wyraźny rezultat ognia km-ów. Moja teoria, że szkody są spowodowane przez zbyt nisko rozpryskujące się pociski polskiej obrony plot. Niemożliwe, by były wynikiem ognia artyleryjskiego. Może budynek został ostrzelany przez samolot, ale ze względu na położenie wydaje się to wysoce nieprawdopodobne.

Matka przyjechała z Badminton, aby spędzić dzień z Królową Marią. Jest wściekła na swoje odosobnienie na wsi i przemawia jak Owidiusz, cierpiący katusze na zesłaniu w Tomi. Niezmiernie ubawił ją wpływ alarmów przeciwlotniczych na królową. Najwyraźniej przyprawiły staruszkę o nagły i ostry rozstrój żołądka, z katastrofalnymi i nieprzystojnymi efektami w drodze z Sandringham do Badminton. Musiały się zatrzymać w gospodzie położonej w szczerym polu, której właściciel okazał się niezmiernie pomocny. Królowa przesłała mu w podzięce srebrny nóż, a on odwdzięczył się przesłaniem jej pięknego małego rzeźbionego srebrnego łańcuszka (który, jak zauważył Filip, był niezwykle stosowną pamiątką!). Po przyjeździe do Badminton, królowa, która z powodu alarmów przeciwlotniczych oraz burz miała za sobą trzy bezsenne noce, marzyła o odpoczynku, ale została obudzona o szóstej rano, ponieważ podkuchenna pomyliła pstryczki i zamiast światła włączyła prywatny alarm przeciwlotniczy.

Żadna wiadomość nie rozchodzi się wśród głodnych ludzi szybciej niż ta o pieczonym chlebie. Sprawia, że gromadzą się tłumnie jak ćmy przy świetle. Słabsi i nieuzbrojeni cywile, szczególnie mieszkańcy Wiasna, czekali spokojnie albo też kłócili się o miejsce w kolejce, jednak nie mieli śmiałości wejść do piekarni. To był przywilej silnych. Nawet dwaj  żandarmi stojący przy drzwiach byli bezradni, kiedy oficerowie wkraczali i do środka i tuzinami zamawiali bochenki. Piekarz przyjmował każde zamówienie – na sto bochenków, na tysiąc, na dziesięć tysięcy – było mu wszystko jedno.

Po drodze jeszcze w Zwierzyńcu spotykamy kilku jeńców niemieckich, pod strażą naszych żołnierzy. Dodaje nam to trochę otuchy. Zamierzamy jednak dotrzeć za Bug w nadziei, że ustanie wreszcie fala odwrotu. Maszerujemy tedy leśną drogą i koło południa jesteśmy w Kossobudach. Zatrzymujemy się pod leśniczówką Nadleśnictwa Ordynacji Zamojskiej w Kossobudach. Gubię tu flaszeczkę z rycynusem, zakupioną w aptece w Biłgoraju. Zarębski wali na zwiady. Wraca wkrótce i komunikuje, że zastał tam znajomą panią, żonę dyrektora gimnazjalnego, i że możemy dostać trochę zupy z dzika, którego nadleśniczy p. W. Otto kazał ubiegłego dnia specjalnie dla uchodźców upolować.

Spotyka nas przy tym jakiś obywatel z Zamościa, który informuje, że huk bomb i łuna, która wystąpiła na niebie, to skutek bombardowania stacji węzłowej w Zawadzie, położonej o kilka kilometrów na północ od naszej trasy. Opowiada też, że tego samego dnia i poprzednich były naloty na Zamość, który został okrutnie zbombardowany. Mieszkańcy opuszczają na dzień miasto, a wracają dopiero wieczorem. Było wiele ofiar bomb wśród ludności cywilnej. Zobacz więcej

Halo, tu Warszawa, przemawiać będzie pułkownik Wacław Lipiński: „Jeżeli chodzi o sytuację dzisiejszą, wiecie już Państwo komunikatu Dowództwa Obrony Warszawy, jak się ona przedstawiała. A więc spokój panował w ciągu całego dnia na całym odcinku. Noc natomiast była mniej spokojna. Odbyło się kilka wypadów krótkich, silnych ze strony naszej na wszystkich odcinkach, najważniejszy jednak w kierunku na Okęcie w grupie pułkownika Porowita. Wypad ten był wsparty bronią pancerną. Zniszczyliśmy jeden czołg, cztery samochody ciężarowe, dwa motocykle, a trzy czołgi wzięliśmy do niewoli i sprowadziliśmy je do Warszawy. W wypadzie tym zginął pułkownik Jakub Chmura i dwóch młodszych oficerów i jeden podchorąży. Ranny został ciężko kapitan Hempel Zygmunt. Spośród poległych wymienić mogę dzisiaj porucznika Pajewskiego Stefana. Nazwiska dwóch poległych innych oficerów podam jutro. Sama Warszawa miała dzień spokojny, lotnictwo nam nie dokuczało po wczorajszym ciężkim dla nich dniu. Chwilowa to może przerwa. Może to na skutek tych strat, może na skutek zajęcia gdzie indziej lotnictwa nieprzyjacielskiego. W każdym bądź razie dzień przeszedł spokojnie”.

Do ambasady w Paryżu w sprawie formowania polskich jednostek wojskowych we Francji.

W związku z naszym porozumieniem z Francją co do tworzenia formacji wojskowych we Francji rząd nasz przystępuje do wysłania do Francji kadr i personelu fachowego, rozpoczynając od lotnictwa, którego znaczniejszy oddział jest już gotów do wyjazdu. Proszę uzyskać zgodę rządu francuskiego oraz wskazówki, dokąd ten personel należy kierować. Generał Rayski jest upełnomocniony do załatwienia tych spraw, proszę jednak działać nie czekając na jego przyjazd.

Niemcy podają, że przekroczyli San, że obchodzili Chyrów za Przemyślem, że polskie oddziały składają broń. Pod Kutnem toczy się wielka bitwa oddziałów zmotoryzowanych niemieckich z polską kawalerią. Niemcy bombardują Warszawę i zajmują część półwyspu Hel.

Konferencja u premiera:

Informacje wiceministra Brzozowskiego: Część instytucji powraca do Warszawy. Napór ofensywy zatrzymany. Na zachodzie atak coraz silniejszy przeciwko Niemcom. Radio niemieckie podaje, że ja wyjechałem do Rumunii.

Zrobili chaty. Długi, natychmiast na plutonie, dla 55 osób. Oto stary las sosnowy, piasek. Wysokie zdrowe miejsce, czyste, przyjemne powietrze ...

Wieczorem dostałem alarmujący telefon od dowództwa armii. W okolicach Kutna sprawy wyglądają poważnie, nieprzyjaciel kontratakuje i atakuje na zachód od Warszawy. Chcieliśmy mieć oko na prawą flankę pod Warszawą i tam ją odciąć. Potwierdziłem z Halderem, że nie ma nic przeciwko temu i powiedziałem mu, że rozkazałem 3. Armii oczyścić teren między Narwią a Wisłą, odciąć drogę na Warszawę i początkowo nie wychodzić poza linię Garwolin-Siedlce, aby nie dopuścić do rozciągnięcia armii. Oznacza to również zatrzymanie ruchu 3. Armii w kierunku południowo-wschodnim. Korpus zmotoryzowany posuwa się dalej w kierunku Brześcia. Lewe skrzydło armii podąża w kierunku Białegostoku. Halder w pełni się zgadza.

Polska 18. Dywizja [Piechoty] [pod dow. Podhorskiego] została otoczona na południe od Zambrowa [wg Piekalkiewicz, J: Der Zweite Weltkrieg, PP 98, 18. Dywizja Piechoty została rozbita 10 września], jak dotąd wzięliśmy ponad 1000 jeńców i zdobyliśmy dużo broni, więcej jeńców, około 3000, wziął Korpus „Wodrig” [XXVI Korpus Armijny] na południowym froncie 3. Armii. Niedola uciekających przed wojną jest straszna.

Jeśli chodzi o zachód, wygląda na to, że Francuzi rozmieszczają broń, zajmują pozycje obserwacyjne i przyczajają się do ataku. Nie wolno nam strzelać na terytorium Francji, aby Francuzi mogli robić to, co im się podoba.