New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

A więc już trzeci dzień na Pragę idą zarówno w dzień jak i w nocy silne natarcia nieprzyjaciela. Ale jak do tej pory przez te ostatnie trzy dni wszystkie one zostały krwawo odparte przez naszych obrońców. Jakkolwiek mamy duże siły przecież na całym obszarze. Mamy duże siły w Modlinie, w Brześciu, we Lwowie na zachód od Warszawy w rejonie Łowicza i Kutna, ale Warszawa jest tym centralnym punktem. Zarówno ze względów politycznych, ze względów moralnych posiadanie Warszawy, posiadanie stolicy jest dla przeciwnika niezmiernie ważną rzeczą. Tak już jest zawsze. Zaszczyt to być mieszkańcem stolicy. Ale przychodzą chwile, że w niejednym Warszawiaku skóra cierpnie na myśl o tym zaszczycie. No, ale trudno, trzeba się na to przygotować, że to przecież nie koniec, że jeszcze mogą być dni, w których ten zaszczyt bardzo silnie da się we znaki. Wszystkie obliczenia w czasie na normalny język pokojowy tłumaczone na wojnie zawodzą, wszystko się zmienia w tempie błyskawicznym.


Jakże inaczej Warszawa wyglądała przecież tak niedawno. Trzy tygodnie temu – pełna gwaru, światła, podniecenia. Podniecenia raczej radosnego. Wyczekująca trochę dziecinnie tego czegoś nieznanego, jakiegoś nowego dreszczyku. No to go ma. Jak wygląda dzisiaj Warszawa – wszyscy wiemy. Oto są zmienne dni, oto są zmienne godziny wojny i dlatego nie należy się cieszyć, że dzisiejszy dzień minął spokojnie i że wczorajszy dzień minął spokojnie i że już w ogóle spokój zapanuje. Nie straszę, nie mówię, że to musi nastąpić. Może być, że już nie usłyszymy granatów na ulicach Warszawy. Może być, że już ani jedna bomba nie spadnie na dom warszawski. Ale, ponieważ jest wojna, należy się przygotować na rzeczy najgorsze. A więc na to, że jeszcze może to samo wrócić.

✍    Also today

Z rana w wyczyszczonym mundurze pojechałem do szkoły (z powrotem przyszedłem pieszo, będę ciągle chodził, nie ma forsy na tramwaj). Przed bramą spotkałem chłopców z naszej klasy (Lolka Łęczyckiego i Epsztajna), którzy zaprowadzili mnie do klasy. Dziewcząt jest 15, a chłopców z obu gimnazjów 18. Mieliśmy trzy lekcje, przeważnie powtórki. Zaświadczeń żadnych nie dostaliśmy. Z naszych nauczycieli jest zaledwie kilku. Nie wiadomo jeszcze, czy lekcje będą razem z dziewczętami, czy osobno (albowiem robi się ciasno). Jeśli osobno, to my będziemy pewnie po południu.

O piątej wysłuchałem mowy Hitlera. Po owacyjnym powitaniu i przyjęciu mówił w die befreite Stadt Danzig[oswobodzonym mieście Gdańsku). Mowa tego, bądź co bądź, wielkiego męża stanu nie była tego określenia mówcy godna. Rzucał się, wił, unosił, obrażał, prosił, przymilał się, a nade wszystko kłamał, kłamał... Kłamał, mówiąc, że Polska wszczęła wojnę, kłamał, mówiąc o prześladowaniach Niemców w Polsce (Barbaren!). Kłamał, mówiąc o swych dobrych, zawsze pokojowych zamiarach itd. Następnie wyjechał z serią obelg pod adresem polskich władz, Churchilla, Coopera (Duff) i Edena. Mówił o swej chęci pogodzenia się z narodami angielskim i francuskim, i ciągle jeszcze o niesprawiedliwościach traktatu wersalskiego, przy czym oświadczył, że Polska nigdy w granicach tego traktatu nie powstanie (!). Wreszcie oświadczył, że robota angielska, mająca na celu obalenie rządzącego w Niemczech reżymu, nigdy nie dopnie celu, co najlepiej świadczy o istnieniu, i to bardzo poważnym, takiej akcji. W końcu omówił Hitler swe dobre stosunki z Rosją (?...) i niemożliwość wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego. Kilka patetycznych uwag na temat Gdańska i koniec mowy.

Przemówienie Führera w Gdańsku: ostatnia szansa na demokrację. Wyzwolony niemiecki Gdańsk owacjami powitał Adolfa Hitlera. 

Całą noc słyszeliśmy wyraźnie odgłosy walk na prawym brzegu Wisły. Karabiny maszynowe rzadko przerywały swój grzechot, a potężna kanonada trzymała nas w trwożliwym czuwaniu. Jednak odgłosy bitwy nie przybliżały się, tak więc prawdopodobnie kolejna próba przerwania obrony nie powiodła się wrogowi. Jak dzielni są nasi obrońcy!

Powiedziano mi, że radio włoskie informowało o przybyciu do Włoch 29 samochodów przewożących prezydenta Rzeczypospolitej, ministrów i ich świty. Marszałek Śmigły-Rydz jest podobno z nimi. To byłby szczyt!

Właśnie się dowiedziałem, że jeszcze dwa dni temu Konsulat Polski w Paryżu zajęty był rozsyłaniem do obywateli polskich pochodzenia żydowskiego listów informujących o cofnięciu obywatelstwa polskiego. W chwili kiedy Polska ginęła, jej przedstawicielstwo konsularne wszystkie swoje wysiłki skupiało na prześladowaniu obywateli pochodzenia żydowskiego. Oszałamiająca bezmyślność.

Polacy nadal dzielnie stawiają opór, choć ich rząd uciekł; jednak interwencja rosyjska przesądziła sprawę i polska kampania dobiegła końca. Naród niemiecki jest niestety podekscytowany serią szybkich sukcesów, a Hitler ewidentnie ma nadzieję, że może teraz zawrzeć korzystne porozumienie pokojowe. Dziś po południu wygłosił w Gdańsku przemówienie, w którym zagroził, że jeśli będziemy kontynuować blokadę, Niemcy mają w zanadrzu jakąś straszliwą broń, której nie można użyć przeciwko nim, ale której woleliby nie wyciągać. Prawdopodobnie chodzi tylko o zastraszenie, ale wzbudza to jednak lekki niepokój, ponieważ nawet Hitler i jego satelici zazwyczaj mają coś na poparcie takich słów. Na przykład Ribbentrop w maju czy czerwcu ubiegłego roku zapowiedział, że szykuje Anglii największą klęskę dyplomatyczną w całej jej historii, i choć w owym czasie wyśmiewaliśmy się z tych pogróżek, musimy teraz przyznać, że pakt rosyjsko-niemiecki w pełni zasługuje na takie określenie.

Rosjanie właśnie zaatakowali Polskę. Dlaczego? Aby podzielić się łupami, czy aby powstrzymać niemieckie hordy? Dla Polski to koniec; od wczoraj spowolnienie działań, nie ma artylerii, nie ma nowych oddziałów. Sztab daje mi do zrozumienia, że nie dojdzie do ofensywy. Szkoda, że zmarnowaliśmy prawie dwa tygodnie, czekając na rozkaz do ataku.

Strzelanina trwała całą noc. Kilku żołnierzy i dowódców Armii Czerwonej zostało zabitych. Tow. Ponomarenko w tę niespokojną noc przebywał w Nowogródku i nakazał władzom lokalnym i organom karnym zaprowadzić porządek w mieście, co zostało zrobione.

Walka z polskimi jednostkami rozpoczęła się w kilku miejscach.

Trudna sytuacja rozwinęła się w związku z dowozem paliwa, dostawy nie nadążały za naszym tempem. Z zapasami w sztabie było bardzo źle. Nie było lokalnych zasobów, na półkach nie było części czołgowych ani żadnych zapasów. Dlatego musiałem podjąć następujące działania: z trzech czołgów zrobić dwa działające, napełnić paliwem i pozostawić trzeci czołg na miejscu bez paliwa, czekając, aż zostanie ono przywiezione. Wykonywaliśmy tę transfuzję paliwa nocą w lesie w zupełnej ciemności.

Poruszaliśmy się z pewną ostrożnością i roztropnością, jednym słowem, jak na wojnie. Czołgi zbliżyły się do posterunku policji. Wysiadłem z czołgu i w towarzystwie trzech oficerów uzbrojonych w rewolwery podszedłem do żandarmów. Okazało się, że w komisariacie zebrała się cała policja miejska w celu podjęcia pewnych decyzji i właśnie w tym momencie weszliśmy.

Policja nie stawiała oporu, na moją prośbę złożyła broń. Podczas rozbrajania kilku robotników, na czele z towarzyszem, z którym rozmawiałem na przedmieściach Wołkowyska, podniosło raban. Zaczęli się zbroić, a niektórzy z nich bili jednego z policjantów. Natychmiast opuściłem lokal i nakazałem moim oficerom nie dotykać robotników – to oni wylewają swoją nienawiść na polskich panów.

Dramat Wileński dokonany. Wilno już zajęły wojska sowieckie. Litwa nie miała dużo czasu do namysłu. Gdyby stan oczekiwania trwał dłużej, to może by się Litwa energiczniej kusiła o zajęcie Wilna, bo opinia publiczna kół inteligenckich litewskich była bardzo poruszona i skłonna kłaść nacisk na rząd, aby szukał sposobu do korzystania z okazji. Rząd otrzymał linię rezerwy bezwzględnej.

Na początku wojny Niemcy proponowali Litwinom zająć Wilno, ale Litwini odmówili, bo musieliby to robić przeciwko Polsce jako sojusznicy i wspólnicy Niemców. Przez to zerwaliby neutralność i wywiązali się w wojnę.

Widziałem dziś bitwę z prawdziwego zdarzenia, jedną z ostatnich podczas polskiej wojny, która dobiega końca. Rozgrywała się trzy kilometry na północ od Gdyni, na grzebietach wzgórz wżynających się na jedenaście kilometrów w głąb lądu. Było w tym coś bardzo tragicznego, a zarazem groteskowego.

Staliśmy na szczycie wzgórza Sternberg [Kamiennej Góry], w samym środku Gdyni pod ogromnym – o ironio! - krzyżem. Był to niemiecki punkt obserwacyjny. Oficerowie popatrywali przez lornetkę. Po drugiej stronie miasta, nad dachami nowoczesnych budynków tego nowo wybudowanego modelowego miasta, które było nadzieją Polski, obserwowaliśmy bitwę toczącą się o trzy kilometry na północ.

Po pół godzinie niemiecki pocisk uderzył w dach szkoły. Zajęła się ogniem. Następnie niemiecka piechota, przy wsparciu – tak to przynajmniej wyglądało przez lornetkę - czołgów, przypuściła szturm na wzgórze i otoczyła budynek. Ale nie udało się go zająć. Z okien piwnic płonącego budynku Polacy prowadzili ostrzał z broni maszynowej. Bezpośrednio pod nami, na ulicach Gdyni kobiety i dzieci, ze smutkiem i w milczeniu,  obserwowały tę nierówną walkę. Przed niektórymi budynkami stały długie kolejki Polaków, czekających na jedzenie. Zanim wspiąłem się na wzgórze, zauważyłem, że na ich twarzach maluje się straszliwa gorycz, zwłaszcza u kobiet.

Jechałem przez Wimbledon Common do Richmond Park na koniu o niestosownym imieniu "Pokój". Jazda konna działa na mnie jak środek uspokajający - z łatwością odpływam w sen na jawie i zapominam o wojnie i wybrykach kapryśnej fortuny.

Odbyłem pierwszą rozmowę z Halifaxem w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Pokrótce wspomnieliśmy wydarzenia z Monachium, a następnie szczegółowo omówiliśmy moje plany na przyszłość. Sir Orme Sargent był obecny. Poprosiłem lorda Halifaxa, aby wyraził zgodę na utworzenie czechosłowackiego ciała zbiorowego, które powinno reprezentować rząd lub faktycznie stać się rządem. Organ ten byłby wierzchołkiem całej naszej służby dyplomatycznej i konsularnej. Przede wszystkim stanąłby na czele naszej armii, która była wówczas w trakcie rekonstrukcji. Od samego początku postawa Lorda Halifaxa była zachęcająca i pozytywna. Poprosił mnie o kontynuowanie organizacji naszych działań i informowanie Ministerstwa Spraw Zagranicznych o postępach całego ruchu.

Później rząd brytyjski udzieli konkretnej odpowiedzi i podejmie wszelkie postulowane środki.

Rosyjska inwazja na Polskę przebiegła w iście napoleońskim stylu. Nie było żadnej propagandy wojennej, nie przygotowywano "opinii publicznej", żadnych komisji, debat, zatwierdzania. Rząd wydał dekret. Komitety w całym kraju zaakceptowały go. Komunikaty są tworzone tak, aby współgrać z decyzjami centralnymi. W cieniu wielkich zmagań okupowane są dwie prowincje, które wcześniej należały do Imperium Rosyjskiego.

Rozważania dyplomatyczne? Zanim wielka armia zostaje uruchomiona, wielkie imperium słyszy to, co tylko Europa, kapitalistyczna Europa, powinna usłyszeć. Tekst brzmi, jakby go napisał Hitler. A jednak odbiera mu to powód do wojny. Armia Czerwona wkracza do Europy.

Po ustaleniu pozycji Wodociągów Warszawskich, Luftwaffe dostała rozkaz ataku na główne wodociągi; dwa mniejsze znajdują się w zasięgu naszej artylerii.

Wyznaczono ostateczną linię demarkacyjną między nami a Rosjanami, na zachód od pierwszej linii – przebiega z grubsza wzdłuż linii San-Wisła-Narew. Zwróciłem się do Dowództwa Armii z prośbą, aby nie ewakuować zbyt szybko terenów na wschód od tej linii, ponieważ są tam duże zapasy i łupy oraz duża ilość sprzętu do budowy mostów.

23 dywizja [Brockdorff-Ahlefeldt] ma być przeniesiona na zachód; zaproponowałem również dywizję zmotoryzowaną, a później pancerną. Wieczorem szczegółowo omówiłem z Böckmannem atak na Pragę.