New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Przemawiać będzie pułkownik Wacław Lipiński: „Chciałbym dzisiaj poświęcić nieco czasu na scharakteryzowanie sytuacji ogólnej, wojskowej.  Warszawa-Modlin jest w tej chwili najpoważniejszym ośrodkiem polskiego oporu. Mamy tu bardzo znaczne siły powiększone o oddziały, które przebiły się z Zachodu. Armie gen. Kutrzeby i gen. Bortnowskiego przed szeregiem dni stoczyły niezmiernie ciężką bitwę nad Bzurą. Była tam bitwa jedna z najkrwawszych, jeśli nie najkrwawsza w całej tej wojnie. Bitwa, która nie tylko w historii tej wojny, ale w ogóle wojennej przejdzie jako jedna z najcięższych prowadzona z obydwu stron z olbrzymim napięciem i olbrzymim wysiłkiem”.

✍    Also today

Pamiętniku! Dziś przeżyłam dziwny dzień. Lwów poddał się. Ale nie Niemcom, tylko Rosji. Na ulicy nastąpiło rozbrojenie żołnierzy polskich. Niektórzy ze łzami rzucali na ziemię bagnety i patrzyli, jak Rosjanie łamią ich karabiny. Cywile zabierali końskie siodła, koce, jest mi żal, tak bardzo żal... Broni się jeszcze mała garstka. Jeszcze, pomimo rozkazu, Obrońcy Lwowa walczą bohatersko, by zginąć za Ojczyznę.

 

Padło miasto

na jego granicy

walczy garstka

bez wodza rozkazu

walczy garstka

na wszystko gotowa

bohaterzy Obrońcy Lwowa.

Bawimy w Grabowczyku.

Do Grabowca idziemy tylko na zwiady. Wstępujemy jeszcze do spółdzielni, ale już niczego w niej kupić nie można. Wszystkie zapasy zostały rozprzedane. Na placyku przed spółdzielnią widzimy po raz pierwszy od początku wojny dwóch pułkowników sztabu z mapami w celofanowych pokrowcach, siedzących na ławce koło apteki, obok spaceruje żandarm wojskowy. Pierwszy to żandarm spotkany w czasie tej wojny. Wracamy na obiad do Grabowczyka. Dowiadujemy się, że w Hrubieszowie urzęduje komisaryczny starosta, który polecił sołtysom gromad wiejskich zorganizować po wsiach milicję bezpieczeństwa. Jesteśmy wieczorem świadkami, jak ktoś z krewnych sołtysa wyznaczony do milicji usiłuje się z niej wymówić brakiem czasu. Imponuje nam spokój, z jakim sołtys odpiera wszelkie argumenty petenta. Czujemy równocześnie, że zaszła w nastroju wojennym pewna zmiana, że pierwszy popłoch został opanowany i że zaczyna się wreszcie odpór, zwłaszcza że zjawił się na nocleg batalion, sformowany z żołnierzy zdemobilizowanych za Bugiem, zaopatrzony w kuchnię, pieniądze itp. Grasuje jeszcze tylko plotka, że tam, na przykład u p. Bieńkowskiej, dziedziczki w Grabowczyku, jakiś oficer miał skraść płaszcz i dwa sweterki dziecięce, itp. babskie wymysły. Spotykamy tu pewnego emerytowanego kapitana WP, który pochodzi z Krasnegostawu i opowiada, że spotkał za Bugiem kolegę [Tadeusza] Stanisza, ale nie wie, gdzie się obecnie podziewa.

W porannych gazetach jeden z tych pokrętnych zwrotów, z których słyną Francuzi: "Na froncie strategiczny okres oczekiwania". (Patrz wyrażenia z 1914 r., cytowane przez Gide'a: armia niemiecka wchłonięta przez Francję). Z drugiej strony, przemówienie Daladiera. Nie słyszałem go na własne uszy, ale docierają do mnie rozmowy zbulwersowanych sekretarzy. Najwyraźniej popełnił kardynalny błąd, sugerując, że wojna jeszcze długo potrwa. Ktoś powiedział: "Nie mam ochoty go słuchać. Za każdym razem, gdy coś powie, wpadam w depresję". Ktoś inny: "Sieje defetyzm. Powinniśmy go wsadzić do więzienia". Wszyscy mają niejasną nadzieję, że wojna szybko się skończy. Nie podzielam tego optymizmu. Dziś rano bawiłem się – tak jak się bawi ruszającym się zębem – w wyobrażanie sobie szybkiego zakończenia wojny. Jakoś mnie to nie podekscytowało. Czcze nadzieje, na nic już nie czekam. Niczym niezmącony koszmar w samym środku wojny.

Najciekawsza depesza dnia zawiera wyjaśnienie, dlaczego ostatnimi czasy rząd tak niewiele robi i jest skierowana do przedstawicieli Jego Królewskiej Mości za granicą, którzy spotykają się krytyką za to, że nawet nie kiwnęliśmy palcem, aby uratować Polskę. Istota argumentacji rządu polega na stwierdzeniu, że "strategia jest sztuką koncentrowania decydującej siły w decydującym momencie". Polacy wiedzieli, że nie możemy im udzielić skutecznego wsparcia i zdawali sobie sprawę, że możemy ich ocalić tylko na dłuższą metę – jeśli pokonamy Niemcy. "Zaangażowanie setek brytyjskich samolotów w naloty bombowe na Niemcy mogło oznaczać spektakularne sukcesy, ale zarazem - nieuniknione straty, a nasze maszyny z lepszym skutkiem wykorzystamy na froncie zachodnim." Można bronić takiej polityki, ale jej skutki irytują opinię publiczną. Dr Brüning powiedział do któregoś z moich znajomych – zdaje się, że do Erica Duncannona  - że najlepszym sposobem na Hitlera jest trzymanie go w niepewności oraz bezczynność, o ile uzna, że kryje się za nią jakiś złowieszczy cel; niestety zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że weźmie ją za brak zdecydowania i zniechęcenie. W niektórych kręgach uważa się, że jego pierwszy aktywny ruch na Zachodzie będzie masowym atakiem powietrznym na brytyjską marynarkę wojenną i jej bazy.

Warszawa broni się pod dowództwem generała Czumy i Rómmla. Zniszczenia dokonywane przez Niemców są olbrzymie. Ma być zniszczony Zamek Królewski, katedra św. Jana, Muzeum Naro­dowe, Belweder, sejm, centrum miasta.

Urzędowanie władz polskich na terenie neutralnej Rumunii jest chyba nie do pomyślenia. Wobec tego wszystkie poselstwa polskie w innych krajach są na rozdrożu, bez kontaktu z władzami, których istnienie jest problematyczne, bez środków. Zapewne usiłują się skomunikować z Paryżem i Londynem, z poselstwami polskimi tamże, ale wszystko to jest w stanie płynnym. Polska na razie jest nie tylko rozgromiona militarnie, rozszarpana terytorialnie, ale i zdezorganizowana w swoich ośrodkach i czynnościach prawnych rządu.

Z pewnością są jakieś usiłowania rekonstrukcji w Paryżu i Londynie, ale to są rzeczy trudne i złożone.

Czy nasze poświęcenie idzie na marne? Czy mamy ugiąć się przed siłą? Zaprzestać walki i poddać się? Po tym, co usłyszałem dzisiaj w punkcie obrony przeciwlotniczej, stanowczo nie! Strażnik zapewnił mnie, że jutro spodziewane są brytyjskie bombowce. Zapewne były jakieś kłopoty z wysłanie mich tutaj, ale musimy wytrzymać.

Ach, Warszawa! Ta, która ostatnio piękniała z dnia na dzień, tak długo szpetna i zaniedbana robiła się czarująca – nawet jeszcze tego ostatniego lata! Po Zamku pełnym skarbów sztuki i starej Katedrze zburzony jest Belweder, Ratusz (świeżo odnowiony) Teatr Wielki, domy koło placu Napoleona, domy przy ulicy Wareckiej, poselstwo rumuńskie, ambasada sowiecka. Teraz naloty to nie siedem czy dziewięć bombowców, jak na początku, ale siedemsziesiąt! Jest tam wciąż jeszcze ten Starzyński, który z dygnitarzy jeden pozostał – i naprzód tak ją upiększywszy tę Warszawę, teraz ogląda jej zniszczenie. Ten niepozorny, niezbyt wymowny, mały i gruby człowiek zostaje jej bohaterem.



W Allenstein, dokąd przybyliśmy o szóstej rano, ponownie kawa dla tych, co mieli siłę wstać, oraz tankowanie z wagonu kolejowego, jak poprzednio bezpłatne. Było trochę czasu, by spojrzeć na współjadących. Nie brakuje wystraszonych południowych Amerykanów, już z przywróconą równowagą, niechlujnych wschodnich Europejczyków oraz moich lepszych lub gorszych przyjaciół z europejskich państw neutralnych.

Dziś modlono się w kaplicy, znowu o wyzwolenie ojczyzny.

Rano posiedzenie egzekutywy Komitetu Obywatelskiego. List do Starzyńskiego w sprawie udziału w Komitecie Obywatelskim. Po obiedzie dwa naloty na Warszawę. Zamieszkała u nas Malwina Goldsoblowa.

Dziś sądny dzień – naprawdę sądny. Całą noc kanonada. Jaś na służbie od 4 w nocy do 8 rano.

We wczorajszym wydaniu gazety (a w związku z tym we wszystkich gazetach) opublikowano triumfalny raport o końcu polskiej kampanii i wzruszający artykuł zatytułowany: „Na grobie żołnierza Paula Deschanela“. Francuski pierwszy porucznik, syn byłego premiera Republiki (tak mi się wydaje). Trójkolorowa flaga nad katafalkiem – miałem kiedyś kamrata – Marsylianka – przemówienie dowódcy batalionu: nic, tylko komplementy dla Francji, z którą pragniemy jedynie pokoju, od której niczego nie chcemy...

Czy to oznaka siły po stronie Niemiec? Czy jedynie fortel? Czy Francuzi połkną przynętę? Głos ludu (u Bergera w spożywczaku): ...Jest na zachodzie. – Znowu? – To nie potrwa już długo. – Wszyscy myślą: Anglia się podda. Być może okaże się, że mają rację, tak jak w przypadku niemiecko-radzieckiego rozbioru Polski. Ale jeśli nie, nastroje ulegną drastycznej zmianie. Na tę chwilę ludzie są wciąż odurzeni atakiem na Polskę i nie wiedzą, ile ofiar pochłonęła już wojna.

W dniu przejęcia terenów przez Rosjan pojawił się generał brygady Krivoszein, czołgista, który trochę znał francuski, więc mogliśmy porozmawiać. To, co nie zostało doprecyzowane w instrukcjach Ministerstwa Spraw Zagranicznych, dogadałem teraz w przyjaznej atmosferze bezpośrednio z Rosjanami. Możemy wywieźć cały nasz sprzęt; musimy zostawić tylko zapasy przejęte od Polaków, gdyż w tak krótkim czasie, jaki mamy do dyspozycji, nie jesteśmy w stanie zorganizować ich transportu. Pożegnalna parada i honory oddane dwóm flagom w obecności generała Krivoszeina oznaczały koniec naszego pobytu w Brześciu Litewskim.

Wieczorem dotarliśmy do Zambrowa. Trzecia Dywizja Pancerna wyruszyła już do Prus Wschodnich, a pozostałe dywizje ruszyły za nią. Korpus został rozwiązany.