New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Dziś wieczorem speaker powiedział, że prezydent jest już w drodze do studia. Pół godziny później usłyszeliśmy, jak wychwalał niezłomnego ducha obrony, wolę oporu ludzi i słuszność naszej sprawy.

Nie było w nim nic z oratora, a to, co mówił, nie umniejszy trudności, przed którymi stoimy, ale jak zwykle i go przemówienie dało nam siłę, aby przetrwać następny dzień oblężenia.

Wojna z naszym synem, nękający nas ogień i nocny eksplozje nie słabną.

Poruszyłem wobec Lorda Halifaxa, oświetlając go politycznie, projekt wyzyskania przez Anglię wyszkolonych sił lotniczych polskich (pilotów, obserwatorów, inżynierów, techników etc.) w ilości powyżej 700 osób, które zmuszone zostały do opuszczenia Polski i które chcielibyśmy skoncentrować w Anglii. Powiedziałem, że o ile chodzi o inżynierów i techników, nasz Attaché Wojskowy ma nadzieję na umieszczenie ich bez większej trudności w tutejszych fabrykach.

Natomiast niewykluczone są większe trudności przy wyzyskaniu lotniczych sił bojowych. We Francji groziłoby naszym lotnikom rozproszenie po różnych eskadrach francuskich (ze względów technicznych). Natomiast w Anglii pragnęlibyśmy utworzyć odrębne jednostki bojowe polskie. Równocześnie wręczyłem Lordowi Halifaxowi odpisy dwóch pism, skierowanych przez generała Neugebauera do Szefa Sztabu Imperialnego, generała Ironside'a oraz do Marszałka Lotnictwa, Sir Cyril Newalla.

Lord Halifax ujawnił przychylne zainteresowanie tą sprawą. Przy tej sposobności wspomniał, że miał dnia poprzedniego wizytę p. Benesza, który przedłożył mu projekt utworzenia w Londynie oddziałów czesko-słowackich, projekt, który - jak wynika ze słów Lorda Halifaxa - natrafił na bardzo dobre przyjęcie.

Przybywamy do Grabowca, gdzie rzeczywiście spotykamy oddziały naszego wojska pod bronią. Przy tym ludność miejscowa informuje, że pod Zamościem toczy się zawzięty bój między wojskami polskimi a osaczoną niemiecką dywizją. Słychać rzeczywiście ogień artylerii. Chwila namysłu. Nasi zdemobilizowani żołnierze z wozem taborowym ruszają naprzód. My zostajemy w Grabowcu. Otucha wstępuje w nasze serca. Może jeszcze nie wszystko stracone, skoro bój trwa.

Ciekawe, że w całym tym pośpiechu i w samym środku wojennej zawieruchy, rząd polski nie zapomniał zabrać skarbu państwa do Rumunii, a stamtąd do Anglii. Wieść gminna niesie, że ministrowie  mają rozdzielić pieniądze między siebie i uważają, że to dobrze, bo w ten sposób kapitał pozostanie w polskich rękach. Tymczasem my, obywatele tego kraju, zostaliśmy tutaj – umieramy, głodujemy i cierpimy wszystkie inne okropności wojny – ze świeżo wydrukowanymi, bezwartościowymi banknotami w kieszeni. Dopóki rząd istniał, ceny były dość stabilne; teraz nic nie ma stałej ceny, a jedzenia jest jak na lekarstwo i kosztuje majątek.

Minister Beck informuje, że zachowanie się Rumunów jest zu­pełnie niewłaściwe politycznie. Zorganizowali nam znośne życie, przecięli nam wszelkie działania. Swoboda ruchu ministrów i wice­ministrów jest kwestionowana. Radca finansowy Sadkowski nie mógł

również odjechać. Kontakt z naszą ambasadą został przecięty. Nie otrzymujemy ani wiadomości, ani gazet. Nie mamy radia.

Zarządzenie, aby wszyscy zobowiązani do służby wojskowej meldowanie się w Komendzie. Wyjaśnia się, że dotyczy to tylko powołanie do wojska… Miasto robi się jakby puste wojsko poszło dalej… Tak jakby koniec… Rozbieramy się po raz pierwszy od początku wojny i śpimy. Koniec bitwy pod Kutnem. Zabrano resztki naszych wojsk do niewoli. Walki pod Modlinem i Warszawą. Niemcy obsadzają tereny w linii demarkacyjnej ustalonej w porozumieniu z Rosją Sowiecką. Bitwa pod Gdynią zakończyła się zajęciem portu wojennego…

W niedzielę 17 września okręt Jego Wysokości "Courageous" został storpedowany i zatopiony przez okręt podwodny wroga. Okręt ten został natychmiast zaatakowany przez jeden z naszych statków zwiadowczych i mamy wszelkie powody, by sądzić, że został zniszczony. Na pokładzie Okrętu Jego Wysokości "Courageous" znajdowało się 1.202 oficerów i członków załogi; nieco poniżej pełnej ładowności, gdyż zaokrętowano mniejszą liczbę samolotów. Dużą część ocalałych uratowały niszczyciele i statki handlowe – łącznie 687 oficerów i członków załogi. Dowódca, kapitan Makeig-Jones, spoczął na dnie morza wraz ze swoim statkiem. Nazwiska osób, które przeżyły katastrofę, podawane są do wiadomości przez Ministerstwo Informacji, w miarę napływających doniesień.

Dzięki relacjom ocalonych, do publicznej wiadomości dotarły już opisy męstwa załogi okrętu. W imieniu rządu Jego Królewskiej Mości i Rady Admiralicji chciałbym wyrazić głębokie współczucie dla tych, których ta tragedia pogrążyła w żałobie.

W poniedziałek i wtorek rano nad linię demarkacyjną zaczęły napływać coraz liczniejsze oddziały Wojska Polskiego. Sceny były dramatyczne. Niektóre oddziały wojskowe przekraczamy granicę i rozbrajały się, poszczególni oficerowie klęli rząd i dowództwo wojskowe polskie, było kilku, co się zastrzeliło, niektóre cały oddziały zawracały, nie chcąc składać broni, i szły walczyć, potem znów powracały… Przy każdym otwarciu szlabanu granicznego gromady uchodźców wdzierały się na terytorium Litwy. Wreszcie Litwini wpuścili wszystkich. Rozbrojone oddziały Wojska Polskiego skierowane zostały na Kowno do kurortów podmiejskich.

W ubiegłą niedzielę w nocy w Berlinie wybuchły dwie bomby, jedna przed Ministerstwem Lotnictwa, druga holu siedziby tajnych służb przy Alexanderplatz. Ani słowa o tych wydarzeniach w prasie czy w radiu. Sprawcom udało się uciec pod osłoną nocy.

Pytanie brzmi, czy ludzie nie zaczną masowo popierać reżimu, jeśli wojna będzie trwać dalej. Zobacz więcej

Nasza sytuacja z dnia na dzień staje się coraz bardziej katastrofalna. Wczorajszy rozkaz: ograniczony dostęp do konta bankowego, oddanie całej posiadanej gotówki; dziś zapytanie policji co do naszych dostawców; wygląda na to, że reglamentacja będzie dla nas bardziej rygorystyczna niż dla reszty społeczeństwa. Byłem rano w Pirnie.

W tak krótkim czasie jest już trzeci dowódca kompanii. Teraz - młody porucznik, wysoki, o okrągłej twarzy, inteligentnym uśmiechu na cienkich, czerwonych ustach. Szybko się zbliżyliśmy. Jest nieźle oczytany, zna trochę historię i lubi rozmowy naukowe. Bezpośredni, prosty i inteligentny, od razu zwraca na siebie uwagę na szarym tle innych, podobnych do niego.

Omawiałem z Salmuthem dyrektywy dla 4. Armii, która ma przygotować szybszy odwrót spod linii demarkacyjnej, aby uniknąć kolizji z Rosjanami.

W międzyczasie nadchodzi depesza z zakazem szturmu na Pragę! Na wschód od Wisły nie popłynie więcej niemieckiej krwi! Jak oni mogą tak myśleć? Polacy atakują i kontratakują z Pragi! Mamy się wycofać? Wydałem rozkaz, aby bombowce nurkujące Stuka zaatakowały główne wodociągi Warszawy. 3. Armia [Küchler] dostała instrukcje, aby zintensyfikować ogień artyleryjski.

W tę i nazad jeździłem z emisariuszami, a teraz również z wyjeżdżającymi dyplomatami neutralnych państw, opuszczającymi Warszawę. Salmuth próbował namówić Dowództwo Armii do spowolnienia ewakuacji, bo ta wcześniej zarządzona jest mało realna i podczas tak pośpiesznego odwrotu, nieuchronnie trzeba będzie pozostawić nie tylko łupy, ale i większość własnych zapasów.