New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

W południe przestały działać telefony; po południu okazało się, że przerwał się prąd i zniknęła woda z kranów wodociągowych, nie wyłączając nawet suteren. Ponieważ gazownia w związku z wzniecanymi przez bombardowanie pożarami już od kilku dni nie działała, byliśmy pozbawieni wszystkiego: komunikacji telefonicznej, gazu i elektryczności oraz wody. Brak elektryczności oznaczał nie tylko brak światła: pozbawieni byliśmy wszelkiego rodzaju łączności ze światem - przestało działać radio, najcenniejszy dla nas dotąd informator, przestały też wychodzić gazety wobec unieruchomienia przy braku prądu drukarń. 

Z Gdańska jedziemy znaną od dawna, w bardziej radosnych okolicznościach często uczęszczaną drogą do Gdyni. Na wszystkich ulicach Wolnego Miasta wiszą dewizy: „Witamy w Sopocie, nasz wodzu”, „Gdańsk wolny dzięki Tobie, nasz Führerze”, „Rozkazuj, Führerze, pójdziemy za Tobą”. Gdańsk BYŁ wolny, takie zdanie jest bliższe prawdy. Wszystko to wywołuje odruch wymiotny. Miałem odczucie jazdy przez miejsce kultowe fanatycznej, zaślepionej sekty bałwochwalczej.

Całą noc kanonada. Nie ma gazu, wody, elektryczności, chleba. Straszliwy dzień. Na dom, w którym mieszkamy, padły cztery bomby zapalające i szrapnel. Jaś je gasił piaskiem. Potem bomby z bombowców. Następnie pożary ze wszystkich stron. Wszystkie szyby z okien wyleciały. Rodzina przeniosła się wieczorem na Wilczą. Ja zostaję na noc Na Wspólnej.

Dziwne wrażenie sprawiają ulice łódzkie. Bogato ustrojone flagami hitlerowskimi, są one szare i smutne, powylepiane dziesiątkami „Verordnungów” [rozporządzeń], „Bekanntmachungenów” [ogłoszeń] itd. Wyszedł już oficjalny cennik na żywność, ale paskarstwo kwitnie dalej. Ludzie sami proponują wyższe ceny, byleby dostać, byleby nie lecieć, uganiać się, prosić się o artykuły pierwszej potrzeby. Za chlebem stoi się czasami po pięć, sześć godzin w ogonku, aby w 50% wypadków odejść z niczym. Do roboty łapie się ciągle. Wszystko układa się wcale nieprzyjemnie.

Od wybuchu wojny minęły prawie cztery tygodnie.

Przez półtora miesiąca walczyłem z zapaleniem okostnej w kostce. Pierwszego września pokuśtykałem tylko do Reichstagu i wieczorem na spotkanie z Führerem. Od tamtej pory siedziałem w domu. W związku z tym byłem na uboczu bieżących wydarzeń, chociaż prawdę mówiąc sytuacja wyglądałaby pewnie tak samo bez względu na mój stan zdrowia. Führer otacza się teraz innymi ludźmi niż w czasach Kampfzeitu i to oni biorą udział w podejmowaniu kluczowych decyzji. Niemniej jednak jestem na bieżąco informowany o rozwoju wydarzeń. Dyskutowałem z wieloma osobami i miałem możliwość dobrze przemyśleć swoje stanowisko i innych. Zapisuję tu moje myśli dotyczące aktualnych wydarzeń, kluczowych dla historii Niemiec, by w przyszłości móc do nich wrócić, potakując lub kręcąc głową z niedowierzaniem.

Podobno jednak Hitler był w Mińsku. Warszawa się broni. Dziś w nocy znacznie mniej strzałów. Niemcy twierdzą, że odstąpią od Warszawy i na ich miejsce przyjdą wojska sowieckie. Nawet radzili, żeby uciekać na lewy brzeg. W jakim celu? Niby żeby schronić się przed barbarzyńcami. Gdzie barbarzyńca? Przyszłość okaże.

Duce interesuje jedynie pokój. Nie chce słyszeć o neutralności. Od kilku dni w kółko powtarza, że wielki naród nie może zachować neutralności, nie tracąc twarzy, oraz że ostatecznie i tak musi być gotowy na interwencję. Nie mogę mu się sprzeciwić, ponieważ to tylko pogorszyłoby sprawę. 

Związek Radziecki potrzebuje rozszerzenia systemu bezpieczeństwa, do czego konieczny jest dostęp do Morza Bałtyckiego. Jeśli nie zechce Pan zawrzeć z nami paktu o wzajemnej pomocy, to będziemy musieli, dla zagwarantowania nam bezpieczeństwa, wykorzystać inne sposoby, być może bardziej rygorystyczne, bardziej skomplikowane... Estonia zachowa swoją niezależność, rząd, parlament, politykę wewnętrzną i zagraniczną, wojsko i ustrój ekonomiczny.

Dzień spędziłem w Deauville. Piękny, spokojny dzień. Plaża pusta. Zaledwie kilkoro młodych chłopców i dziewcząt spaceruje. Długie przechadzki z córkami, zwłaszcza z Anką, która stara się nie rozstawać ze mną.

Dr Goebbels zwołał dzisiaj rano specjalną konferencję prasową. Tłumnie ruszyliśmy do Ministerstwa Propagandy, myśląc, że może zawarto pokój albo coś w tym stylu. Mały Doktor wszedł do środka, falując nozdrzami jak rozjuszony byk, a następnie cały swój czas poświęcił na atak na Knickerbockera, którego nazwał "międzynarodowym kłamcą i fałszerzem". Doktorek grzmiał, że on sam, jako dziennikarz, nigdy w życiu nikogo nie zniesławił! Podobno Knick opublikował artykuł głoszący, że nazistowska wierchuszka zdeponowała za granicą złoto na czarną godzinę, zwłaszcza na wypadek przegranej wojny. To rozwścieczyło Doktora G.. Ujawnił, że w czwartek wieczorem (21 września) za pośrednictwem niemieckiej stacji radiowej zaproponował Knickowi, że zapłaci mu dziesięć procent każdej sumy, którą tamten udowodni, że naziści zadekowali za granicą. Ciekawa oferta. Powiedział, że dał mu czas do soboty (czyli do wczoraj) na przedstawienie dowodów. Najwyraźniej Knick był na morzu, w drodze do Nowego Jorku. Ponoć Knick odpowiedział przez radio, że jak zwykle termin niemieckiego ultimatum upłynął zanim dotarło ono do obiorcy.

Wojska stopniowo przemieszczają się na drugą stronę linii. Zrzuty amunicji wstrzymane.

Niewiele mamy do roboty, więc Viry zorganizował niedzielne rozrywki: koncerty w stodole, piłka nożna, wyścigi konne (na naszych niezdarnych zwierzętach gospodarskich), polowanie na różę. W tej ostatniej zabawie chodzi o to, żeby zdobyć pęk wstążek przywiązanych do ramienia jeźdźca; jeździec wykręca się i obraca nieskończoną ilość razy, aby uniemożliwić zerwanie mu kotylionu przez innych jeźdźców; ten, któremu to się uda, przyczepia trofeum do swojego ramienia i on z kolei jest ścigany. Nagroda dla zwycięzców: oczywiście butelka wina.

List do Straussa [II Korpus Armijny], który ma poprowadzić atak na Modlin. Opisałem w nim stan sił bojowych na wysokości Pragi, niedostateczne efekty ostrzału Warszawy przez ciężką artylerię, a także przedstawiłem sugestie dotyczące przeprowadzenia ataku z wykorzystaniem artylerii.

Po tygodniach ciągłej jazdy i walk, dywizje pancerne potrzebują odpoczynku, a czołgi wymagają gruntownego remontu. W rozmowie z Halderem podzieliłem się wrażeniami na temat naszej piechoty, ale zaznaczyłem, że ciągłe walki w lesie dały się moim oddziałom mocno we znaki i że w związku z tym moja ocena może być pewnym uogólnieniem.

60 Rosjan ma zostać wypuszczonych z Warszawy. Jestem ciekaw, co się stanie jutro!