New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Miasto usłane jest końskim truchłem. Trupy koni leżą na środku ulicy i nie ma komu usunąć ich z drogi. Od trzech dni gniją i przyprawiają przechodniów o mdłości. Jednak z powodu szalejącego w mieście głodu znajduje się wielu, którzy decydują się zjeść koninę. Odcinają kawałek mięsa i jedzą dla zabicia głodu. Nie ma sklepu, który nie zostałby spalony lub zdewastowany i którego towary nie zostałyby zniszczone lub rozkradzione. Obecnie, w okresie przejściowym, kiedy nie funkcjonuje żadna władza, grabieże i rozboje w sklepach, które nie zostały opróżnione przez właścicieli, są na porządku dziennym i ciągle się nasilają. Najczęściej rozkradane są ciepłe ubrania na zimę. Doszło już do tego, że sklepikarze zapraszają przechodniów z ulicy i proponują, aby wzięli, co chcą, ponieważ towar i tak się zmarnuje.

Przez miasto w ciągu całego dnia przejeżdżało bardzo dużo wojska sowieckiego, zwłaszcza oddziałów konnych, w kierunku na Frampol. Żołnierze z wyglądu całkiem niepokaźni, ubrani licho, odżywieni również marnie. Żydzi szczebrzescy witali ich entuzjastycznie, cały dzień stali na ulicy, krzyczeli: „Niech żyje Armia Czerwona!”, częstowali jabłkami, ustawiali osobno dzieci, które też witały bolszewików z wyciągniętymi pięściami. Zauważyłem, że żołnierze całkiem obojętnie przyjmowali te powitania i objawy radości ze strony Żydów.

Stalin wydał na naszą cześć wielki bankiet, na który zaproszono wszystkich członków Biura Politycznego. Wędrując wzrokiem nad głowami naszych delegatów wzdłuż ogromnej klatki schodowej byłego pałacu królewskiego, w którym odbywało się przyjęcie, zobaczyłem, ku mojemu zaskoczeniu, wielki portret cara Aleksandra II przedstawionego w otoczeniu chłopów tuż po zniesieniu pańszczyzny. Biorąc pod uwagę to oraz inne wrażenia, doszedłem do wniosku, że to znak, iż stalinowska Moskwa zaczęła rozwijać tezę o rewolucji światowej w bardziej konserwatywnym kierunku. W tym samym kierunku można również zinterpretować film "Piotr Wielki", pokazywany w tym czasie na ekranach moskiewskich kin.

Członkowie Biura Politycznego, którzy na nas czekali, a o których wcześniej słyszałem dziwne rzeczy, przyjemnie mnie rozczarowali; w każdym razie mój personel i ja spędziliśmy z nimi wieczór w bardzo dobrej atmosferze. Gauleiter Gdańska, który towarzyszył mi w tej podróży powiedział nawet podczas lotu powrotnego, że momentami czuł się jak wśród swoich.

Tak więc Niemcy i Rosjanie przypieczętowali swoje Nieświęte Przymierze formalnym rozbiorem Polski; do tego oświadczenie o odpowiedzialności za kontynuację wojny wygłoszone w iście gilbertiańskim stylu oraz imponująca, ale (miejmy nadzieję) pusta deklaracja o zaopatrywaniu Niemiec w surowce.

Ukazały się obwieszczenia wyjaśniające sytuację i stwierdzające, że tego dnia w południe upływa termin rozejmu: Niemcy uzyskują prawo wkroczenia do miasta, które jednak obejmować mają stopniowo, częściami, pierwszego dnia dochodząc tylko do linii Alei Jerozolimskich. Stopniowość wynikała z postulatu strony niemieckiej, aby miasto było oddawane po oczyszczeniu z min, w miarę możności – z porobionych barykad. Czynnikiem hamującym tempo zajmowania miasta była też procedura rozbrajania armii.

W myśl warunków kapitulacji żołnierze mieli być rozbrojeni i rozpuszczeni do domów. Przewidywane więc było doprowadzenie wojska oddziałami do wyznaczonych punktów, przeprowadzenie tam rozbrojenia i wystawienie odpowiednich dokumentów.

Zarysowują się rezultaty pobytu Ribbentropa w Moskwie. Wy­raźne zbliżenie niemiecko-sowieckie na tle unicestwienia Polski. Następują głębsze przeobrażenia w polityce zewnętrznej Niemiec. Od Renu na wschód w Europie chcą podzielić wpływy Niemcy z Sowie­tami. Estonia ustępuje pod naciskiem Sowietów, przyznając im na własnym terytorium bazy wojskowe.

Najpierw przez prasę, a następnie przez ambasadorów, otrzymujemy teksty porozumień moskiewskich. Dotyczą one jawnego podziału Polski, chociaż po stronie niemieckiej są sygnały, pozwalające przypuszczać, że przynajmniej jest intencja, aby w przyszłości podjąć jakieś kroki w celu ratowania twarzy. Duce jest jednak raczej sceptyczny, uważa, że w obecnych warunkach próba pokojowego rozwiązania jest prawie niemożliwa. Ma rację. Poza tym to nie do przyjęcia, aby szef partii faszystowskiej popierał rozwiązanie, które odda w ręce bolszewików wiele milionów polskich katolików.

Minęło nas kilka wojskowych aut, przeważnie opli. Sunęły wolno, jak gdyby nie chciały zabrudzić się kurzem zdobytej ulicy. Wyglądały na fabrycznie nowe i zapewne takie były, gdyż wojna trwała zaledwie cztery tygodnie. Co więcej, przypuszczalnie Niemcy używali najnowszych aut, jakie mieli, by wywrzeć wrażenie na ludności. Dumni i pewni siebie oficerowie, niezmiennie w rękawiczkach i stalowych hełmach lub w furażerkach, ledwie zwracali uwagę na Polaków, którzy z zainteresowaniem przyglądali się swym nowym panom.

Z rana rabunek składnicy na Barbary. Koszmarny widok. Rabunek w składnicy i obrabowanie rabusiów. Podałem się na zakładnika Niemcom.

Zlustrował gminę spotkałem Bryl. Spotkałem Mayzlową – zburzony dom, została w jednej koszuli. Kierownik Wydziału Pogrzebowego zasypany na śmierć. Grzebałem trupy na skwerku koło Węgierkiewiczowej. Po drodze do domu – uciekinierka wozi rzeczy na drewnianym koniku.

Ci sami naziści, którzy jeszcze w sierpniu mówili, że Wielka Brytania i Francja nie wypowiedzą wojny po pierwszym porozumieniu nazistowsko-radzieckim, dziś stwierdzili, że te dwie demokracje będą gotowe zakończyć wojnę już teraz. Być może znowu się mylą, nie jestem pewien.

  • N. Henderson wrócił do Berlina z odpowiedzią rządu brytyjskiego. Parlament spotka się dziś po południu i prawdopodobnie wtedy dowiemy się czegoś więcej. 
  • Ćwiczenia ewakuacyjne w szkole zakończone sukcesem. Dzieci mają chodzić do szkoły, mimo że trwa teraz przerwa. 
  • Japoński rząd podał się do dymisji w związku z podpisaniem paktu Ribbentrop-Mołotow. Japońska polityka będzie od teraz pro-brytyjska. 

Wygląda, jakby wojna się skończyła. Na Zachodzie nic się nie dzieje. Na Wschodzie Modlin i Warszawa poddały się, liczba jeńców wojennych sięgnęła już 600 000. W Moskwie Ribbentrop i Mołotow prowadzą negocjacje z krajami bałtyckimi i Turkami. Skala zwycięstwa spycha wewnętrzne niezadowolenie na dalszy plan; Niemcy rządzą światem - jakież znaczenie mają drobne skazy?

Ale kto gra w tę grę i kto tu kogo przechytrza? Hitler? Stalin? 

Właśnie przeczytałem kilka pierwszych stron Tocqueville'a, którego pani Schaps podarowała mi w 1924 roku. Nikt, nawet najwybitniejsi współcześni, nie przewidzieli kierunku rewolucji. Każda strona książki zaskakuje mnie analogiami do teraźniejszości. (Czytam podczas zaciemnienia. O szóstej robi się ciemno, więc nie mogę pisać na dole. Choć wkrótce będę musiał się z tym pogodzić, nie mogę.)

Modlin - blisko 25 000 ludzi, w tym 1200 oficerów plus 100 sztuk artylerii.

Na jaw wyszedł nowy traktat z Rosją.

Odwiedziłem Grupę „Brand” [78. Dyw. Piech.] w Giżycku; „stara wiara” trochę poprzeziębiana, ale morale dobre. Ostrzegłem przed zbyt bliskimi kontaktami z Rosjanami! Bez fraternizacji, kontakt tylko przez oficerów.

Wrażenia na temat Rosjan według dostępnych raportów: oficerowie przeważnie powściągliwi, komisarze polityczni apodyktyczni, w niektórych przypadkach wrogo nastawieni; poborowi nędznie odziani i nieokrzesani; sprzęt marny.

Jutro mam jechać z dowództwem armii do Berlina na spotkanie z Führerem.