New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Nasza ignorancja dorównywała ignorancji Ambasady Brytyjskiej i całej reszty korpusu dyplomatycznego. A oni [K.OK.: rząd polski], zakwaterowani w Nałęczowie, niewielkim uzdrowisku pod Lublinem, całkowicie odcięci od świata. Jak się później dowiedziałam, wiele z wysyłanych przez nich depesz nie dotarło w ogóle do adresatów. Dwie-trzy godziny zajmowało im uzyskanie najprostszego połączenia telefonicznego. Żadne wiadomości nie docierały też do Nałęczowa, może poza jakimiś sporadycznymi depeszami. Taki chaos zrozumiały był w Katowicach czy Krakowie, gdzie Niemcy stacjonowali parę kilometrów dalej, ale nie do wyobrażenia w mieście będącym siedzibą rządu. 



✍    Also today
  1. Propaganda jest ważnym narzędziem przywództwa do przekazywania i wzmacniania woli zwycięstwa i do niszczenia morale i woli zwycięstwa u wrogów. Na wojnie nie ma problemów z jurysdykcją. Liczy się skuteczne wykorzystanie instrumentu propagandowego. W porównaniu z tym, wszelkie inne kwestie są nieistotne.
  2. Aparat propagandowy Ministerstwa Propagandy, który został zbudowany na przestrzeni lat, jest głównym narzędziem praktycznego zastosowania propagandy. Jego rozbicie podczas wojny byłoby porównywalne z rozbiciem niektórych części Wehrmachtu.
  3. W przypadkach, gdzie praktyczny rozwój spowodował, że pojawiły się analogiczne ciała o podobnych celach, agencje te będą skoordynowane i będą wykonywać swoje zadania, jakkolwiek podobne, w autentycznej współpracy.

Łódź zajęta!

Cały dzień spokojnie, aż za spokojnie. Po południu siedzę w parku, rysując portret jednej koleżanki, gdy wtem ta przerażająca wiadomość: Łódź oddana! Patrole niemieckie na Piotrkowskiej. Przestrach, zdziwienie... Oddana, bez walki? Może to tylko jakiś manewr taktyczny. Zobaczymy.

A tymczasem milkną rozmowy, pustoszeją ulice, twarze i serca zasklepiają się ponurą, spokojną surowością i nienawiścią. Z miasta wraca pan Grabiński i opowiada, jak to miejscowi Niemcy witali rodaków. Grand Hotel, w którym ma się zatrzymać generalicja, przystrojony girlandami kwiatów, do aut wojskowych wskakują cywile, chłopcy, dziewczęta z radosnym okrzykiem Heil Hitler! Na ulicach głośna rozmowa niemiecka. Wszystko, co dawniej było ukryte, patriotyczne, obywatelskie, teraz pokazuje swe prawdziwe oblicze.

Wieczorem zapalono na ulicach światło. Obawy nalotów lotniczych przecież nie ma...

Rano byłem – że się tak wyrażę – w paszczy lwa. Albowiem z Dr Surzyckim poszliśmy do Komendy niem., mieszącej się w Hotelu Francuskim, aby od generała uzyskać legalizację Komit. obyw. Generał był zajęty prowadząc narady. Adiutant Kap. Schönberg (czy Schönbock) przyjął nas bardzo uprzejmie i obiecał spełnić życzenie, upewniając się, co do składu i celów Komitetu. (Obawiamy się, że Komitet mimo to będzie stale pełnił rolę zakładników).

Wojna stopniowo wkracza do życia codziennego. Od 11 bieżącego miesiąca konieczne są specjalne zezwolenia na poruszanie się samochodem. Mówi się o wprowadzeniu kartek na paliwo.

Chełm. Informacje o Mościcach od pana Webera. We wtorek dyrekcja i urzędnicy ewakuowani. Były duże naloty, ale fabryka do wtorku nie była uszkodzona. Dwie bomby nie eksplodowały i wpadły do bunkra węglowego w kotłowni i do magazynu saletry wapiennej. Były straty w ludziach i w urządzeniach komunikacyjnych. W Centralnym Okręgu Przemysłowym fabryki są podobno doskonale bronione przez artylerię zenitową. Są niezniszczone.

Warszawa jeszcze nie zdobyta. Trudno się zorientować, dokąd dotarli Niemcy. Informacjom się nie ufa. Szwedzkie radio zajmuje się głównie stosunkami w Chinach. Angielskie jest skrajnie ostrożne. Niemieckie podaje zwycięskie biuletyny, wyraźnie przesadne; polskie komunikaty, mimo ostrożności, brzmią zbyt optymistycznie. Nie wiemy nic, co się dzieje na froncie zachodnim.

Miasto ma dziś spokojniejszy wygląd, wczoraj zdawało się, że panika jest blisko.

Niemiecka prasa ujawnia okropieństwa popełnione przez polskich maruderów niedaleko Bydgoszczy. Tysiące niewinnych Niemców było torturowanych przez Polaków na najokropniejsze sposoby, a następnie byli oni zamordowani.

Rano zjawił się Brauchitsch. Omawialiśmy bieżącą sytuację. Zaprotestowałem przeciwko ograniczaniu roli mojego wschodniego skrzydła w marszu na Ostrów, argumentowałem, że poza sprawami operacyjnymi, między Narwią a Ostrowią nie było miejsca dla sił 3. Armii. Pomalutku, z pomocą Salamutha, udało mi się go przekonać, aby pozwolił przynajmniej przemieścić skrzydło w stronę Siedlec. Nie rozumiem, dlaczego nie dadzą mi wolnej ręki. Przegrupowanie armii w kilka dni to nie jest bułka z masłem, zwłaszcza w pełnej gotowości, z ciężkimi zmotoryzowanymi odwodami za wschodnim skrzydłem i z zamiarem decydującego uderzenia i wbicia się głęboko we flankę polskiej armii.

Pierwotnym zamiarem Grupy Armii było przyłączenie moich korpusów do Trzeciej Armii generała von Küchlera. Miały one działać w ścisłej koordynacji z jego lewą flanką i przesuwać się z obszaru Orzysza, przez Łomżę, w kierunku wschodniej strony Warszawy. Wydawało mi się, że tak ścisła współpraca z armią piechoty nie była zgodna z potencjałem moich oddziałów. Wskazałem, że proponowana operacja uniemożliwi mi skorzystanie z prędkości moich zmotoryzowanych dywizji, a powolny postęp z naszej strony da Polakom w obszarze Warszawy szansę wycofania się na wschód i ustanowienia nowej linii obronnej wzdłuż Bugu. Zobacz więcej

Kobiety od dawna otrzymywały listy od swoich mężów, niektóre otrzymywały drugie. I właśnie dzisiaj otrzymałem pierwszy list. Ile łez, myśli i nieprzespanych nocy minęło w tym czasie, to nawet straszne, by pamiętać teraz. Z całą niecierpliwością, jaką wszyscy czekamy na listonosza, nie będzie miała czasu, aby wejść do bramy, bo teraz ją otaczamy, Kohl pisze, że choć ona żyje i ma się dobrze, to jest ważne. Wielu już udało się wysłać paczki, takie jak mąż Dusi Apanasenkova. Wszyscy poszliśmy zobaczyć, jakie piękne buty ma teraz za 12 rubli. Nie możemy kupić za 200 z nich. Jedwab na szaliku za 5 rubli. Tak jak w bajce, wszyscy po prostu otworzyli usta na takie cuda. Mówią, że Polacy żyli bogato. Uciekając, zostawili wszystko na swoich miejscach, pełne szafy, kredensy, a nawet posiłki z pełną porcją. Nie potrzebujemy niczego. Gdyby to wszystko się skończyło, a nasi mężowie wkrótce by do nas wrócili.

Przy studni napotkałem pilota pijącego wodę z kubka. Utykał i podpierał się kijem. Doznał kontuzji podczas przymusowego lądowania po walce z dwiema niemieckimi maszynami. Zapytałem, czy zechciałby wejść do domu, coś zjeść i dać odpocząć stopie. Po dłuższych perswazjach nakłoniłem go jakoś. Był naprawdę bardzo głodny.

Kalina od początku wojny pracuje w szpitalu, choć ma 13 lat, jeszcze Ddziecko. Jeździ po mieście rowerem między samochodami i rozwozi to, co i harcerze dają. Na ulicach jest coraz więcej uciekinierów.

Czekałem w nocy. Nie przyszli. Rano ubrałem się wcześnie, zamierzając wymknąć się zanim przyjdą. W progu wpadłem na starca. W rękach miał wezwanie.

- Proszę podpisać i stawić się bezzwłocznie.

To koniec. Natłok myśli: „Uniwersytet. Piąty rok. Egzamin państwowy. Praca roczna. A teraz...” - Nie chciałem. Zagryzłem wargi, zjadłem i poszedłem. Wysłali mnie do Krasnoye Selo. Otrzymałem rozkazy do Ust-Luga.

Pociąg był pełen wezwanych. Prawie nie było pijanych, ponieważ nie było wina w sprzedaży. Ale w wagonie głośno było od gadania, przeklinania i krzyków. I jakoś dziwnie było pomyśleć, że ten bezpański motłoch będzie jutro ubrany w mundury i odwróci się, na rozkaz, trzymając ręce w ryzach. I chciałem już teraz krzyczeć:

- Uwaaaa-ga!

Dotarliśmy przed północą. Położyliśmy się spać na stołkach.