New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Jako emisariusz Rosjan zjawił się młody oficer w opancerzonym samochodzie zwiadowczym i poinformował nas, że nadciąga rosyjska Brygada Czołgów. Następnie otrzymaliśmy informację o linii demarkacyjnej, na którą zgodziło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych; oznaczało to poddanie Brześcia Rosjanom, jako że granica miała przebiegać na Bugu. Z naszego punktu widzenia nie była to zbyt korzystna decyzja. W końcu poinformowano nas, że mamy czas tylko do 22 września, aby ewakuować się z terytorium na wschód od linii demarkacyjnej. To oznaczało tak mało czasu, że nie byliśmy w stanie przenieść wszystkich rannych i naprawić uszkodzonych czołgów. Wygląda na to, że żaden wojskowy nie uczestniczył w uzgadnianiu umowy dotyczącej linii demarkacyjnej i zawieszenia broni.

✍    Also today

Utknęliśmy we dworze. Już prawie tydzień tu jesteśmy i nie moremny się dostać w tamte strony do Zaleszczyk. Lwów jest oblezony. W miescie brak żywności. Czasem wstaję skoro świt i staję w długim ogonku” po chleb. Wszyscy siedzimy poza tym cały dzień w schronie, to jest w piwnicy, i słuchamy okropnego świstu kul i huku bomb. Bože, ocal nas. Niedaleko stąd kilka bomb zburzyło kilkanaście kamienic. Po trzech dniach wydobyto spod kupy gruzów żyjących ludzi. W nocy niektórzy śpią też w schronach, ci, którzy mają odwagę spać w domu, są zmuszeni sen przerywać i kilkakrotnie zbiegać do piwnic. To życie jest straszne, wszyscy jesteśmy żółci, wyblakli z tego piwnicznego życia z braku wody i wygodnego łóżka, i snu.

Otrzymałem telegram, w którym piszesz, że w wyniku bombardowania przez niemieckie bombowce polskich miast i wsi, w których nie ma obiektów wojskowych, zginęło lub zostało rannych tysiące polskich cywilów.

Miałem nadzieję, że strony walczące, które w odpowiedzi na mój apel z dnia 1 września zapewniły mnie o zamiarze ograniczenia działań sił lotniczych do obiektów wojskowych, dotrzymają swych zobowiązań i oszczędzą światu widoku bombardowanych miast i wsi i rzezi tysięcy niewinnych i bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci.

Mając na uwadze los setek tysięcy istnień ludzkich, wyrażam szczerą nadzieję, że rządy tych krajów zakażą swym wojskom bombardowania bezbronnych cywilów z powietrza oraz że podjęte zostaną działania mające na celu zagwarantowanie, by ich siły powietrzne okazały szacunek dla życia cywilów, czego oczekiwano od nich w związku z obietnicami danymi w odpowiedzi na mój apel z 1 września.

Wczoraj w Radiu Moskwa podano straszną wiadomość. Wojska radzieckie przekroczyły granicę polsko-rosyjską i wdarły się na teren Ukrainy i zachodniej Białorusi z zamiarem anektowania tych terenów. A zatem prawda wyszła na jaw. W hitlerowsko-stalinowskim pakcie o nieagresji, którym zaskoczyli cały świat, znalazł się zapis, o którym nikt nie wiedział. Druga strona (Anglia i Francja) nie pozwoliłyby Stalinowi na tak znaczące osiągnięcie historyczne jakim jest aneksja Ukrainy i Białorusi, która nie byłaby możliwa bez zniszczenia Polski. Gdy polskie siły wojskowe zostały pokonane, a polski rząd uciekł z kraju, Sowieci postanowili działać. Tak przedstawia się dziś poziom moralności na świecie. Tak jak Polska zachowała się wobec Czechosłowacji, gdy miała przewagę, tak Sowieci zachowują się wobec Polski. Gdy wół padnie, ostrzą się noże.

Nie wiem, co się dzieje ze Śmigłym. Gazety donoszą, że rząd przekroczył granicę w komplecie. Wszyscy ci ministrowie-oficerowie, którzy tak chętnie nosili mundury wojskowe, wykazali skrajny brak zainteresowania karierą męczenników. Żaden z nich nie chciał zostać ze swymi bohaterskimi oddziałami, nadal prowadzącymi walkę.

Złoto Banku Polskiego wywieziono do Londynu.

W każdej wiosce były posterunki wojskowe. Czasem stały pośrodku niczego. Znowu mijają nas samochody: ubłocone, zakamuflowane, niektóre podziurawione od kul, powiązane sznurkami. W jednym z nich widziałem żołnierzy z bagnetami. Nie mam pojęcia, jak im się udało przedostać. Niektórym dyplomatom kazano wysiadać z samochodów i zabrano ich na komisariat celem kontroli. Nas nikt nie zaczepiał. Jedynie gdy zatrzymywaliśmy się coś zjeść lub zatankować, wszyscy pytali: „Macie rumuńskie pieniądze? Polskich nie chcemy“.

Marszałek Śmigły jest ogarnięty pesymizmem. Rumuni utrud­niają nam egzystencję i pracę bardziej, niż wymagałaby tego ścisła neutralność. Rozdzielają nas. Pan prezydent Rzeczypospolitej ma być umieszczony w zarządzie domen koło Bac&u, rząd w Sianie, a pan marszałek wywieziony będzie do Craiovej obok granicy bułgarskiej. Urzędnicy będą rozrzuceni w terenie, wojsko internowane, sprzęt zabrany. Lepiej byłoby ewakuować się na Węgry.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych mniej się zmartwiło rosyjską bezwzględnością niż się spodziewałem. Wydaje się, że stanowisko Turcji jest stabilne – za cenę obiecanego przez nas wsparcia finansowego, na skalę o wiele większą niż kiedykolwiek rozważaliśmy. W momencie gdy na ustach wszystkich są tak istotne wiadomości, trudno mi się skoncentrować na drobnych problemach palestyńskich czy arabskich.

Zjadłem lunch w „The Travellers”, którą na szczęście ponownie otworzyli i dowiedziałem się, że nasz lotniskowiec „Courageous” został zatopiony! - nasza pierwsza katastrofa morska.

Wychodząc z biura, wpadłem do Mary Roxburghe [najmłodsza córka lorda Crewe, przyrodnia siostra matki Johna Colville'a, żona 9. księcia Roxburghe] i zastałem u niej Middy Gascoigne [WP Gascoigne, córka lady Annabel Dodds, najstarszej z sióstr mojej matki, matka Bambera Gascoigne'a]. Gorąco dyskutowaliśmy o sytuacji i surowo potępiliśmy bezczynność rządu (choć można mieć tylko nadzieję, że w rzeczywistości robią więcej, niż nam się wydaje; ale jeśli tak jest, to Ministerstwo Informacji powinno dać to jakoś do zrozumienia, bo inaczej opinia publiczna zacznie tracić zaufanie). Middy wyglądała pięknie; po Mary widać, że jest chora (jutro ma mieć operację).

Nasi wkroczyli do Polski. Przez chwilę miałem bałagan w głowie. Oczywiście cel jest godny - „wybawienie braci”... A umowa z Niemcami? Jedno pytanie w głowach wszystkich: czy nie będzie to naruszeniem paktu?

Pomijając oficjalną wersję...

Wczoraj rano były lepsze wiadomości. Nie wiem czy to bujanie czy prawda. Przed południem przyszło trzech wojskowych żądając broni. Weszli z wydobytymi rewolwerami pytając o mnie. Stasia myślała, że mnie zastrzelą. Przyleciała z płaczem do mnie do ogrodu. Zabrali rewolwer, trzy dubeltówki (w tym jedna z popsutym zamkiem, a dwie dobre) i sportowy sztucerek ofiarowany mi w piętnastą rocznicę rządu ludowego.

Jest mokro i co chwila pada. Obszar otaczający miasto jest niski i bagnisty.

Tej nocy pojechałem do wojsk samochodem, który niedawno został przejęty.

O 10 rano do miasta przybył pierwszy sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Białorusi Towarzysz Panteleimon Kondratiewicz Ponomarenko i wraz z nim członek Wojennej Rady Rejonowej, towarzysz Susaykov, bardzo nieprzyjemny człowiek: bezduszny i obojętny oszczerca, generalnie zaciekły konserwatysta . W tym samym czasie w mieście Nowogródek i jego okolicach zaczęła ożywiać się kontrrewolucja (początkowo była ona oszołomiona naszym nagłym uderzeniem).

Stare Miasto w nocy się paliło. Grzmiały działa, potem ucichło. Milcząc wzięliśmy tłumoki i poszliśmy do domu. Wiedzieliśmy już, że Lublin zajęty. Rzeczywiście z rana Niemcy weszli do Lublina. Rabowali sklepy i rewidowali niektóre domy. Naszego nie rewidowali. Zabrali kilka tysięcy zakładników, kogo się dało i trzymają ich koło koszar za drutami. Stefka i Tadzia też zabrali.

Komunikat niemiecki: kampania w Polsce zbliża się do końca, większa część Polski obsadzona, Niemcy osiągnęli linię Lwów – Włodzimierz – Brześć – Białystok.

Cały dzień zajęło mi dotarcie tutaj z Berlina przez Pomorze i korytarz. Drogi pełne zmotoryzowanych kolumn niemieckich jednostek wracających z Polski. W lasach w korytarzu obrzydliwy słodki zapach martwych koni i jeszcze słodszy zapach martwych ludzi. Tutaj, jak twierdzą Niemcy, cała dywizja polskiej kawalerii przypuściła szarżę na setki niemieckich czołgów i została unicestwiona. Na molo tego letniego kurortu, na którym zaledwie pięć tygodni temu w długą spokojną noc siedzieliśmy z Johnem Guntherem i spieraliśmy się, czy w Europie padną strzały, dziś oglądaliśmy szalejącą bitwę wokół Gdyni. W oddali, po drugiej stronie morza kanonady ciężkich dział co chwila rozjaśniały niebo.

Dr Boehmer, szef prasowy Ministerstwa Propagandy odpowiedzialny za tę podróż, nalegał, abym dzielił pokój dwuosobowy w hotelu z Phillipem Johnsonem, amerykańskim faszystą, który twierdzi, że reprezentuje Sprawiedliwość Społeczną Ojca Coughlina. Nikt z nas nie może znieść tego człowieka i podejrzewamy, że szpieguje na rzecz nazistów. Przez ostatnią godzinę w naszym pokoju udawał antynazistę i próbował wyciągnąć ze mnie, co myślę. Za całą odpowiedź musiało mu wystarczyć kilka moich znudzonych burknięć.

Daladier przemawiał przez radio dwa dni temu. Szkoda, że nie widzieliście pasji, z jaką słuchali go moi urzędnicy. Na koniec popłynęła Marsylianka. Ileż oczu zasnuło się łzami! A dzielni młodzieńcy zerwali się na baczność. Myślę, że w tej chwili w sercach milionów mężczyzn i kobiet - we Francji i na linii Maginota, na kwaterach i w koszarach, w Paryżu i w najodleglejszych wioskach - zapłonął ten sam ogień miłości do Francji i niczym niezmąconej wiary w zwycięstwo.

Wiadomości z Warszawy są fatalne; czy zdążymy z interwencją na czas? Kiedy ten  zdrajca ze Stuttgartu plecie w radio te swoje farmazony i rzuca ciężkie żarty, nasi ludzie wybuchają sarkastycznym śmiechem; ten rzekomy Francuz nie ma ani krzty naszego stylu, jest całkowicie zgermanizowany - "bochified".

Straszna nuda. Pogoda ładna. Ocean niebieski.

Wszyscy boją się ZSRR. Wszyscy trzęsą się ze strachu. Nikt do końca nie wie, jakie porozumienie zawarł Hitler ze Stalinem, na czym dokładnie polega ich pakt. Kto kogo wystawi?

Gdy wróciłem do domu, czekały na mnie wieści o rozkazie ataku na Warszawę. 3. Armia chce się przegrupować i na datę ataku proponuje 21 września. Poprosiłem ich, by to przemyśleli, ponieważ mam wrażenie, że nie uda nam się przegrupować wojska przed 21. 4. Armia [Kluge] wyśle 3. Armii [Küchler] ciężką artylerię, inżynierów i czołgi, które pomogą w przeprowadzeniu ataku.

Uzgodniono linię demarkacyjną między nami a Rosjanami, za którą jutro musi się cofnąć 4. Armia.