New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Prowadzimy wojnę, ponieważ nie chcemy dopuścić do zniewolenia Francji. W jej wyzwolenie zaangażujemy wszystkie nasze siły. Będziemy nadal podejmować wszelkie środki wewnętrzne, dyscyplinarne i gospodarcze, tak aby cały kraj uczestniczył we wspólnym wysiłku. Nie pozwolimy, aby jedni bogacili się, a inni oddawali życie. Jesteśmy spokojni i stanowczy. Nie prześladuje nas, tak jak naszych wrogów, lęk przed długą wojną. Interesuje nas tylko jedno: absolutne zwycięstwo. To zwycięstwo uznamy za absolutne tylko wtedy, gdy będziemy w stanie zbudować pokój na solidnych podstawach, tylko wtedy, gdy będziemy mogli w końcu zapewnić Francji całkowite bezpieczeństwo, którego nam brakuje od trzech lat z powodu hitlerowskich planów.

✍    Also today

Warszawa płonie. Warszawa, bombardowana bez przerwy z powietrza i z ziemi, zamienia się w rumowisko gruzów. Nie mamy światła, nie mamy wody, nie mamy żywności. Sześćdziesiąt tysięcy zabitych, sto tysięcy rannych – oto rezultat straszliwej furii najeźdźcy.

Dzisiaj Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesięć wagonów amunicji. Możecie, cholery, wystrzelać dziesięć razy więcej, a Warszawy i tak nie zdobędziecie, gdyż nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu.

Po raz ostatni odwołuję się do naszych sojuszników. Już nie proszę o pomoc. Na to już nie czas. Żądam pomsty. Za spalone kościoły, za zniszczone zabytki, za łzy i krew niewinnie mordowanych, za mękę rozrywanych bombami, palonych ogniem pocisków fosforowych, uduszonych w zawalonych schronach i piwnicach. A wy, zbrodniarze, barbarzyńcy, którzy napadliście na nasz kraj niosąc z sobą pożogę i śmierć – wiedzcie o tym, że istnieje sprawiedliwość, że istnieje sąd, przed którym wszyscy stanąć musimy, aby zdać sprawę i ponieść odpowiedzialność za nasze czyny. Niech wszystkie stacje radiowe, a zwłaszcza stacje francuskie, które nas słyszą, powtórzą całemu światu: Warszawa się broni, Warszawa walczy. Jeszcze Polska nie zginęła!

Wiadomości dochodzą niełatwo, Warszawy nie słychać, z Londynu jest komunikat polski, że Warszawa się broni i broni się też jeszcze Dęblin. Co zdołają usłyszeć jedni, szeptem powtarzają drugim. W komunikacie francuskim mowa o strąceniu paru samolotów ( ile, nie wiadomo).

Wyszedłem ze stodoły koło 4 i do 6 spaceruję po polu. Zmarzłem tak kielnie, że ani rusz nie mogę rozgrzać nóg. Wstaje Eichhorn i Zarębski. Pijemy na śniadanie kakao, przyrządzone przez Zarębskiego, i ruszamy naprzód. Koło 9 jesteśmy w Zamościu. Na rogatkach stoi już czerwona milicja. Koszary, ogromny kompleks zabudowań, wydają się doszczętnie złupione. Ludność miejscowa wynosi jeszcze to i owo. Zwożą furami węgiel, zapewne gdzieś skradziony. Wchodzimy na plac targowy. Zimno jest przejmujące. Eichhorn spotyka swoich znajomych, między innymi p. Korngolda.

Idziemy w stronę rynku, gdzie stoją już sowieckie czołgi. Smutne to robi wrażenie. Pierwszy raz widzę piękny rynek zamojski z jeszcze piękniejszym ratuszem, na którego wieży powiewa czerwony sztandar.

Wieczorem wkroczyła do miasta piechota sowiecka. Witały ją miejscowe organizacje komunistyczne ze sztandarami. Naturalnie rej tu wodzą Żydzi. Idziemy do swej szkoły na nocleg.

Nie jesteśmy w stanie zaspokoić podstawowych potrzeb: brakuje chleba, wody, gazu, prądu. Jest rzeczą oczywistą, że tak luksusowe towary, jak mięso, masło i mleko są niedostępne bez względu na cenę, którą bylibyśmy w stanie zapłacić. Dni upływają pod znakiem jednej tylko aktywności: ucieczki przed śmiercią.

Dziś rano odbył się pogrzeb generała von Fritscha. Padał deszcz, było zimno i ciemno - jeden z najsmutniejszych dni, jakie pamiętam w Berlinie. Hitler się nie pojawił. Ribbentrop, ani Himmler też nie, choć dziś po południu wszyscy wrócili z frontu do Berlina. Oficjalne komunikaty o jego śmierci, które pojawiły się w prasie pomijały zwykłe "Zmarł dla Führera", zastąpiono je formułą: "Zmarł dla Ojczyzny". Wczoraj, po tym, jak Goebbels skończył się pieklić, wraz z niektórymi korespondentami zebraliśmy się na ulicy i doszliśmy do wniosku, że Fritsch albo został zastrzelony z rozkazu Himmlera, jego śmiertelnego wroga, albo był tak zniesmaczony życiem i stanem, do którego Hitler doprowadził Niemcy (a może także oburzony bezsensowną rzezią kobiet i dzieci, której dopuściły się niemieckie bombowce w Warszawie?), że celowo dał się zabić; innymi słowy – popełnił samobójstwo. Zadawaliśmy sobie pytanie, co generał tak wysokiej rangi robił na froncie pod Warszawą, gdzie snajperzy w alarmującym tempie wystrzeliwali wojska niemieckie? Jak słyszę, zginął w czasie posuwania się z samotnym oddziałem zwiadowczym w górę ulicy na przedmieściach stolicy po drugiej stronie Wisły. Bardzo dziwne posunięcie jak na najwybitnejszego przedstawiciela współczesnej armii niemieckiej.

Ogromne, wprost, jak to się mówi obrazowo, kilometrowe kolejki stoją przed komendą niemiecką od samego świtu, jak tylko zezwalają godziny policyjne czekając na przepustki, by się udać do domów.

Na mieście wisi ogłoszenie pisane jakimś skażonymi językiem, że terenie na wschód od Bugu i Sanu i wysłał już terenem okupacyjnym i że „zwrot za Wisłą wzbroniony”.

Silne bombardowanie Warszawy z powietrza i zapowiedź Niemców, że zniszczą stolicę. Mimo to jest zdecydowana wola walki w obronie honoru Polski.

Wojna na morzu rozpoczęła się dość gwałtownie. Wszystkie nasze statki spokojnie pływały po świecie utartymi szlakami, kiedy to natknęły się na przyczajone U-Booty. Najpierw wprowadziliśmy system konwojów. To było proste w przypadku statków wypływających z naszych portów, ale organizacja konwojów dla statków powracających zajęła nam dwa tygodnie. 

Drugą odpowiedzią na atak U-Bootów było uzbrojenie wszystkich naszych statków handlowych i szybkich liniowców w działa obronne zarówno przed U-Bootami, jak i samolotami. Przez ostatnie dwa tygodnie cała masa uzbrojonych statków wypływała z naszych portów. Jedne popłynęły w konwoju, inne niezależnie. 

Naszą trzecią odpowiedzią jest oczywiście brytyjski atak na U-Booty. Przeprowadzamy go z ogromnym zaangażowaniem i siłą. Dziwnie mi tak – ćwierć wieku później - znowu siedzieć w Admiralicji i realizować te same zadania, przeciwko temu samemu wrogowi i w tych samych miesiącach roku – naprawdę ciężko było przewidzieć taki obrót spraw. 

Podziwiałem cichą odwagę i zapał naszych żołnierzy. Czułem się pośród nich jak ich ojciec i towarzysz. Przyglądałem się im z czułością i dumą. Oni naprawdę wiedzą, dlaczego walczą.

Walczą, bo wojna została nam narzucona przez Niemcy, które przez ostatnie trzy lata, zżerane rozbuchanymi ambicjami, ani na jeden dzień nie dały Europie odetchnąć od poczucia zagrożenia. Chcą skończyć z życiem pod dyktando ciągłego strachu i nieustannych alarmów. Trzy razy w ciągu roku musieliśmy uciekać się do mobilizacji naszych sił zbrojnych, odrywając rolników od ziemi, paraliżując funkcjonowanie gospodarki i zakłócając życie w gospodarstwach domowych. Żołnierze walczą, ponieważ nie godzą się, aby Francja została zmiażdżona pod rządami terroru i moralnej degradacji, które Hitler już teraz narzuca tak wielu oszukanym i umęczonym narodom. Terror panuje w Niemczech od lat. Najpierw dotknął Austrię i Czechosłowację; dziś celem stała się Polska.

Syn mój w niewoli w [Cieszanowie] – gdzie poddała się otoczona cała dywizja. Przywieziono masę jeńców (boje pod Tomaszowem), tłum oficerów zalega dziedziniec koszar na Mazowieckiej, gdzie nasze panie donoszą im żywność i bieliznę. Warszawa się broni. Wiceprez. Klimecki w więzieniu na Montelupich podobno zachorował na grypę. Zycie ujednostajnia się – jest szare i smutne. Słota.

Wieczorem, po kolacji, przyszedł generał Sikorski ze Strońskim. Omawiamy sprawę prezydentury. Wszyscy zgadzają się odmówić wszelkiej współpracy z Wieniawą. Znacznie trudniej o porozumienie co do innej kandydatury. Stroński proponuje Paderewskiego, generał Sikorski myśli o sobie.

T.S. Elliott publikuje „Koty“

Rano udałem się do szwedzkiego przedstawicielstwa przy Tiergartenstrasse. Przy śniadaniu u ministra Richerta spotykam Lagerberga. Właśnie przybył pociągiem z Bukaresztu, bezzwłocznie udaje się do Stockholmu. Jest blady i roztrzęsiony, ale wygląda zdrowo. Ma za sobą męczący okres, równie pełen trosk i napięcia, co ja. Bombardowanie miasteczka, jakim jest Krzemieniec, było straszne. Granicę rumuńską przekroczył wraz z dużą częścią polskiego rządu. Jest przeświadczony, że naczelny dowódca, Rydz-Śmigły, uciekł przez rumuńską granicę. Bardziej prawdopodobne, że marszałek nie miał wyjścia, groziło mu wzięcie do niewoli przez wdzierające się jednostki rosyjskie.

Żadnych wiadomości o sytuacji. Wody nie ma dalej. O chlebie ani mowy. Noc – silna strzelanina. Z rana histeria w domu. Noc schron.

Sojusz między Moskwą i Berlinem jest ohydnym aktem agresji wobec naszego paktu, dosłownie i w przenośni. Jest antyrzymski i antykatolicki. To powrót do barbarzyństwa, któremu winni jesteśmy się sprzeciwić, angażując wszystkie dostępne środki obronne. Czy będzie to jednak możliwe? Czy nasz tragiczny los nie jest już przesądzony?