New post

od początku
Śledź
1939live
Śledź Polsat
Viasat History

Całą noc i ranek wznoszono barykadę na drugim końcu Bagateli, od alei Ujazdowskich. W tej chwili, pół do siódmej rano, narzędzia pneumatyczne prują asfalt. Dojazd samochodem niemożliwy. Bez przerwy silny ogień artyleryjski.

Zbudowaliśmy barykadę przy bramie, by utrudnić uchodźcom wdarcie się do poselstwa.

✍    Also today

Boże, mój Boże! Już trzeci dzień jesteśmy w drodze. Przemyśl bombardowali, musieliśmy uciekać. Uciekamy we troje, z Arianką i z dziadkiem. Opowiadają nam w drodze, że Przemyśl niszczą ciągle, babcia tam została. Boże, ochroń ją. W nocy wyszliśmy pieszo z tobołkami z płonącego i zburzonego po części miasta.

Z punktu widzenia cywila ta wojna ledwo się zaczęła na poważnie i tylko zaciemnienie nocą i balony zaporowe za dnia przypominają, że Europa w końcu spadła na skraj przepaści, na którym balansowała niepewnie przez ostatnie dwanaście miesięcy. Niewątpliwie czeka nas wiele zdarzeń, które rozwieją nasze wypielęgnowane złudzenia pokoju; ale na razie wojna wydaje się bardzo nierealna. 

Od ogłoszenia wojny słońce świeci niesłabnącym blaskiem i nie ma nic w wesoło ubranych, uśmiechających się tłumach na ulicach, co przypomina nam o tej wielkiej katastrofie – za wyjątkiem może masek gazowych przewieszonych przez plecy i liczbą mężczyzn w mundurach. 



Właśnie wchodziłem do domu, aby obejrzeć lej po bombie, kiedy wniesiono na noszach rannego żołnierza. Szkło pękło głośno pod butami mężczyzn, którzy dźwigali go przez hall. Jako że nie było doktora brygady, posłaliśmy członka Straży Obywatelskiej do ambulatorium, a radnego położyliśmy na łóżku w jednym z pokojów. Zemdlał z bólu.

Pierwsze oznaki pobytu Niemców: łapią Żydów do kopania. Pewien stary profesor, emeryt mieszkający w XI bloku, ostrzegł mnie przed pójściem na miasto. Poczciwy staruszek (chrześcijanin). I co teraz zrobić?

Jutro pierwszy dzień szkoły. Kto wie, co tam z naszą kochaną budą słychać? Koledzy i koleżanki idą jutro do szkół, przynajmniej się dowiedzieć, co słychać. Aja muszę siedzieć w domu. Muszę! Rodzice mówią, że nie chcą mnie jeszcze stracić. Och, szkoło ukochana!... Przeklęte niech będą chwile, kiedy narzekałem na ranne wstawanie do szkoły lub klasówki. Oby tylko mogły powrócić!

Ta noc innej rzeczywistości: decyzja czekania tam na Niemców, rezygnacja osłupiały pierwszy od dawna sen w łóżkach i pod kołdrami. Odtąd jestem kimś innym. Wszędzie ciemności, zamknięte okiennice, zasłony.

Cała Polska jest taka rozkołysana, cała Polska płynie. – Poprzedniej nocy zbudzono przez radio mężczyzn i kazano, żeby szli. Mężczyźni od 16 do 20 lat mogą uchodzić – na własną rękę, iść przed siebie gdziekolwiek. Niemcy mają zastać kraj pusty, bez mężczyzn, bez rąk roboczych. Więc jeszcze idą, więc można jeszcze iść.



W naszym mieście zaczęto panikować. Wszyscy rzucili się do sklepów, całkowicie wykupili wszystkie produkty. W naszej spółdzielni była ogromna kolejka na mąkę, makaron, olej roślinny, płatki zbożowe itp. Marusia i ja postanowiłyśmy nie robić żadnych zapasów, cokolwiek się nie stanie. Ale czy to naprawdę wojna - z kim? Ten pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Przecież nikt nie wypowiedział nam wojny, a my sami nie zaczniemy. Ani w radiu, ani w gazetach nie było o tym mowy. Jeśli manewry, to dlaczego na taką skalę? Zobacz więcej

Byłem dziś u Bluma, Herriota i Daladier. U D. domagałem się kategorycznie natychmiastowego rozpoczęcia działań powietrznych. Stwierdził kategorycznie, że zwłoka spowodowana wyłącznie przez Anglików, zasłaniających się względami na opinię amerykańską. Przyznał rację moim żądaniom, obiecał natychmiast interweniować w Londynie. Na tutejszym froncie walki się rozpoczęły, są ranni i zabici. Szczegółów z terenu brak. Uruchomiłem Raczyńskiego i mego przyjaciela. D. upoważnił mnie do zapewnienia, iż ewentualne propozycje pokojowe będą kategorycznie odrzucone. Herriot i Blum usposobieni jak najlepiej. Mowa Goeringa nie będzie podana do prasy.

Okręt podwodny Oxley jest zatopiony przez HMS Triton

Ulice są usiane okopami i barykadami. Karabiny maszynowe ustawiono na dachach domów. Jest barykada w wejściu do mojego bloku, zaraz pod moim balkonem. Jeśli na ulicy wybuchną walki, nie pozostanie kamień na kamieniu ze ścian, w których mieszkam. Dlatego uciekliśmy do siostry żony, która mieszka niedaleko – na Nowolipkach 27. Jej mieszkanie powinno być bezpieczniejsze, bo wychodzi na dziedziniec.

Decydując się na atak na Polskę, Hitler i Ribbentrop świadomie podjęli ryzyko wojny z mocarstwami zachodnimi, do samego końca łudząc się, że Zachód pozostanie neutralny. Polacy ze swej strony, z wrodzoną polską próżnością i słowiańską naiwnością, pewni brytyjskiego i francuskiego wsparcia, zaprzepaścili każdą z pojawiających się szans na uniknięcie wojny. Rząd w Londynie z kolei, który swoją polityką gwarancji i flirtowania z Sowietami pod wpływem 15 marca przyjął płytką, ale przynajmniej nieagresywną strategię wojenną i którego ambasador zrobił wszystko, aby utrzymać pokój, w ostatnich dniach zrezygnował z walki i przyjął beztroską postawę “co ma być to będzie”.

Francja przeszła te same etapy, tyle, że z większymi oporami. Mussolini wychodził z siebie, aby uniknąć wojny. Jego propozycja mediacji z 2 września nie dawała realnej nadziei na sukces, ponieważ Wielka Brytania ani nie mogła, ani nie chciała się wycofać. Postawa Francji w tym dniu nie jest do końca jasna. Hitler po pierwsze zaakceptował propozycję Mussoliniego, ponieważ był pewien, że Wielka Brytania się na nią nie zgodzi, a po drugie być może dlatego, że zdał sobie w końcu sprawę, że jeśli zaatakuje Polskę, Wielka Brytania i Francja wypowiedzą wojnę. 

Pomimo trwających przygotowań do wojny, poczucie, że wojna właśnie się zaczyna, nie dotarło jeszcze do świadomości niemieckich umysłów. Większość Niemców jest apatyczna i nadal postrzega to wszystko jako swego rodzaju projekt partyjny.



Formuje się batalion. W nocy przeniósł się do granicy. Przyszedł o świcie. Ostatnie kilometry prawie nie czuły nóg. Po przybyciu na miejsce osiadł w lesie. Kiedy słońce się rozgrzało, spałem. Noc spędziliśmy pod namiotami kempingowymi.

Pożyczka w Anglii podpisana. Te kredyty trzeba wykorzystać. Obawia się trudności formalnych. Chcąc te trudności usunąć, propo­nuję mu objąć stanowisko wiceministra skarbu i pełnomocnictwa. To będzie stwarzać najprostsze formy działania i ustalać będzie odpo­wiedzialność.

Życie jakby wracało powoli do normy, bo pomimo wszystko żyć trzeba. Na ulicy widzi się chłopskie wozy, to włościanie z okolicznych wsi wracają do domu ze swą chudobą – tu i ówdzie także rodziny żydowskie. W południe przewija się znów jakaś liczna armia – ruch tramwajowy wstrzymany. Chodzą plotki, że sam Hitler przyjedzie do Krakowa. Od poniedziałku ma się zacząć rejestracja emerytów w Ubezpieczalni, a rektor Lehr-Spławiński – zarządza także rejestrację nauczycieli i nauczycielek. Komitet obywatelski przenieść się ma do domu katolickiego. Godzina policyjna 6.30. wieczorem jako czas zamknięcia bram i ściemnienia staje się dla ludności przykra i uciążliwa.

Tydzień po angielsko-francuskiej deklaracji wojny przeciętny Niemiec zaczyna zastanawiać się, czy to rzeczywiście wojna światowa. On tak to widzi. To prawda, Anglia i Francja formalnie wypełniają zobowiązania wobec Polski. Formalnie przez tydzień były w stanie wojny z Niemcami. Ale czy to była wojna? – pytają. To prawda, Brytyjczycy wyysłali wprawdzie ponad dwadzieścia pięć samolotów aby zbombardować Wilhelmshaven. Ale jeśli to wojna, czemu tylko dwadzieścia pięć? I jeśli to wojna, czemu tylko kilka ulotek nad Nadrenią? Wzdłuż Renu blisko Francji leży przemysłowe serce Niemiec. Stamtąd pochodzi większość amunicji i sprzętu, który podbija Polskę z tak śmiertelnym efektem. A jednak ani jedna bomba nie spadła na fabryki w Nadrenii. Czy to wojna? – pytają. Długie sznurówki jakie widziałem tydzień temu nie są już tak długie tej niedzieli. 

Życie ciągle tutaj toczy się normalnie. Opery, teatry, kina, wszystko otwarte i zapełnione. W operze grają Tannhauser i Madame Butterfly. W Teatrze Państwowym Iphigenię Goethego. Metropol, ulubiony dom pokazowy Hitlera ogłasza nową rewię w środę. Wieczorne gazety donoszą, że rozegrano dziś w Niemczech dwieście meczy piłkarskich.



Byliśmy już poza republiką Piłsudskiego. To była letnia posiadłość rosyjskiego właściciela ziemskiego – z Rosji innych czasów – której hrabina Chodkiewicz była właściwym centrum.

Hrabina miała stoicką dostojność. Miała świadomość, nawet wtedy, że może nie przeżyje wielu dni. Jednak powiedziała tylko:

„Mademoiselle, wie pani, jak daleko jest granica rosyjska? 150 kilometrów. I nie mam tu na myśli Niemców”.